Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

10 stycznia 2011

50 cent

"Jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z, gdzie x - praca, y - rozrywki, z - umiejętność trzymania języka za zębami." - Albert Einstein

Zarobiłem wczoraj 50,00 zł.

Wiem niedużo, na pewno nie tyle by przestać pracować w sekcie pracy. Ale jest to pierwsze zł zarobione przeze mnie za pracę inną niż dupogodziny za biurkiem jak dotychczas. Mianowicie sprzedałem swoje ilustracje.

Czyli teoretycznie nie jestem aż tak żałosny skoro ktoś to kupił. Przynajmniej tak sobie myślę ;)
Te konkretne były robione na zamówienie więc mogę przyjąć iż odpowiadały zamawiającemu skoro za nie zapłacił ;)

Oraz mam jakąś motywację by w nielicznym czasie wolnym zamiast przechodzić po raz drugi Fallouta:New Vegas powrócić do rysowania którym zajmowałem się przez sporą część dzieciństwa.

Tak więc mam tajny plan po jakiś 3-4 latach przerwy wrócić do rysunku. Jak na razie plan się powiódł :D

6 stycznia 2011

Galeria De La Żarcie

"Om nom nom nom..." - Ludzie (nie tylko) wszystkich ras


Mam dziwny zwyczaj fotografować komórką jedzenie które jem. Głównie po to by komuś wysłać mało inteligentnego mmsa.

Robiąc porządki na komórce znalazłem całkiem sporo nie skasowanych zdjęć tego co jadłem.

Oto chronologiczna (mniej więcej) galeria tego co trafiało do mojego (i nie tylko) pyszczka.

Obiekt 1
2008-08-30

Najstarsze zdjęcie jakie mam. Mające już w sumie 3 lata.
Koreczki i wafle hand_made które były serwowane na parapetówie u Nas :D




Obiekt 2
2010-06-26

Nie martwa ryba czyli własnoręcznie robione Sushi na kursie Sushi (a kurs owy był prezentem od przyjaciół, genialnym prezentem swoją drogą).




Obiekt 3
2010-07-30

Jedno z najlepszych dań po tej stronie kuli ziemskiej. Czyli pulpeciki z frytkami i żurawiną made in Ikea :D
Uwielbiam. Ilekroć tam jestem jest to punkt obowiązkowy. Jedyne co może mnie odwieźć od zjedzenia Pulpetów_Nad_Pulpetami to nadmiar ludzi na metr kwadratowy w okolicy jadłodalni.

Fretki dowiodły ze zakupując półprodukty irobiąc Pulpety w domu są one równie dobre :D (Pulpety, nie Fretki).




Obiekt 4
2010-08-06 (wieczór)

Kolacja ala Gobas. Dwie kanapki z ser+majonez+parówka+ketchup, drugie dwie z masło+banan+dżem+bita śmietana (taka z szpreja).
Moja wersja tego co uznaje za zdrowe na kolację.




Obiekty 5, 6, 7 i 8.
Od 2010-09-01 do 2010-10-01

To poniżej to jak wyglądają moje śniadania w sekcie khemm znaczy pracy:)

Płatki owsiane z musli (zalane po prostu gorącą wodą). Gęstość musi być taka by łyżka postawiona ani drgnęła.



Jogurt grecki/bałkański z bananem. Jest też wersja z jabłkiem i z płatkami owsianymi. Co najlepsze składniki zjedzone osobno są mniej sycące...








Obiekt 9
2010-10-12

Danie z Kompani Piwnej. Placek po węgiersku czy anormalnie duży placek ziemniaczany, pół kilo sosu z mięsem w środku. Nie wygląda groźnie, ale informuje iż talerz jest wielkości typowego talerza pod pizze. Czyli zdecydowanie większego od domowych talerzy. W Kompanii dają dania którymi się najadam i inni mego rodzaju tez by się najedli (Tsury, Ogry i takie tam).

3 stycznia 2011

Śnieg, zima, i nie to co zwykle.

Wokół śnieży. Mógłbym napisać to co wszędzie, że śnieg, że korki, że zimno. Mógłbym napisać o nowym roku, że będzie lepiej, że sylwester był udany. Że mam noworoczne postanowienia z których będzie dobrze jak dotrzymam połowy.

Ale nie napiszę.

Za to w ramach odskoczni od Pani Zimy i wszechobecnego duetu Jegomość Śnieg i Jejmość Zimno dowód na czyn jaki spotkał mnie już spory czas temu, gdy słońce grzało na dworze a trawa była zielona (w większości).

Otóż oto co ukazało się moim oczom gdy wróciłem po pewnej przerwie w trakcie pracy do pracy:

Preludium....



I groza w całej okazałości :)



Że też im się chciało :P

PS.
I na koniec, odnośnie poprzedniej notki, ilustracja polującego (na mnie) Śpika, widać jak za chwilę chwyci ofiarę w swoje szpony...

5 października 2010

Humanum Błędum Optimum IV

Perspicua vera non sunt probanda - (fakty) oczywiste nie wymagają dowodu.

Jakiś czas temu będąc u zaprzyjaźnionych Fretek zostałem delikatnie napastowany przez Licho (lat 4, płeć zdecydowanie męska):

Licho - Będziemy się bawić.
Goblin (ja) - Dobrze tylko w co.
Licho - po sekundzie zastanowienia - Ty będziesz kapustą.
Goblin - Jasne, a jak się jest kapustą?
Licho - Jest się zielonym.

Głupio zapytałem to mam za swoje :P
Komentarz zbędny, ew. jak ktoś pragnie to niech wróci do cytatu z początku notki.

13 sierpnia 2010

Goblin Demolka - ostatnie starcie 2,5

Prac ciąg dalszy (stety-niestety). Najpierw coś łagodniejszego.
Wersja prawie-że-finalna rejonu zwanego sypialnią (prawie że bo kiedyś tam chcemy zmienić meble...).

Wygląda to tak:










Tymczasem prace w Kuchni również trwają. Po wyniesieniu części drewnianych które kiedyś (mamy nadzieję) po złożeniu staną się naszymi meblami, oraz po dzisiejszej dalszej demolce rejon Kuchnia wygląda następująco jak poniżej. Wiem, nie bardzo jest co pokazywać, ale sam jestem ciekaw co nam z tego wszystkiego wyjdzie :)






Jeśli efekt finalny będzie choć odrobinę podobny do kuchni i kafelki nie spadną po dwóch tygodniach to chyba pęknę za nas z dumy :)
Bo jako rasowy Goblin zaczynam trzydzieści rzeczy i kończę z dwie z nich w czasie bliżej nieokreślonym. Projekt remont momentami jest wbrew mojej naturze ;)

Dzisiejszą, notkę o niczym sponsorowały literka Ä i liczba 6749.

10 sierpnia 2010

Z Kamerą Wśród Tapet...

Zgodnie z obietnicą prezentujemy wstrząsające zdjęcia z miejsca akcji zwanego remontem...
Osoby wrażliwe ostrzegamy o drastyczności zdjęć.
Stan początkowy mieszkania nie był naszym dziełem, tylko powstał w wyniku zdecydowanie dziwnej (by nie napisać chorej) wyobraźni poprzednich właścicieli.

Są bardziej niż mniej chronologicznie (bo paskudny blog wkleja je w innej kolejności niż je dodaje...).
____________________________________________________

Zapraszamy więc na cudowną podróż po krainie zwanej remontem.


Taki oto potwór pokazał w kuchni po odsunięciu szafek i lodówki. Jak się okazuje kafelki za lodówką są zbędne, w końcu na pewno jej przestawiać nikt nie będzie. Poszukiwaczy zadziwił samotny kafelek, istniejący z dala od reszty plemienia. Cel jego wygnania nie został poznany.




Poniżej proces usuwania tapety w sypialni. To dziwne na podłodze to nie obmierzły i plugawy potwór z Bagien a obmierzła, plugawa i ekscentryczna kolorystycznie "mechata" tapeta.
Ku zgryzocie poszukiwaczy okazało się iż w miejscu gdzie kiedyś stały meble nie ma owej mechatej tapety a są trzy warstwy jeszcze starszych pokładów. Pamiętających druga wojnę światową, rozbiory polski i odkrycie Ameryki.




Chwilowy powrót do kuchni.
Tutaj zobrazowano proces usuwania członków niebieskiego plemienia. Ten odrażający akt kafelkobójstwa szedł nader sprawnie.




Tutaj tzw. druga strona czyli nadal pokaźne ilości błękitnych do eliminacji. O obmierzłej tapecie nie wspominamy przez grzeczność.




Inny widok na tapetową tragedię. Gwoli ścisłości to na suficie to też tapeta. Wyglądała na najbardziej niewinną a jej eliminacja została opłacona wieloma godzinami trudów, męki potu i krwi. Na szczęście szczyt został zdobyty.
Niestety nie posiadamy zdjęć z tego procesu. Zostały zabronione przez konwencję Genewską. (ps. Dziękujemy za udział w tym fantastycznym zajęciu niejakiej Shayli)




Po usunięciu tapet nastała era macania ścian niejakim gruntem (jest pełnoletni więc mu wolno), mozolne pokrywanie ścian niejaką szpachlą (coś jak makijaż) i koniec końców pomalowanie (dwukrotne a co tam) farbą podkładową dla odmiany białą. Efekt poniżej.




Wysiłkiem osób dwóch zwanych małżeństwem pokój zaczął przypominać pokój a nie odzwierciedlać makietę Powstania Warszawskiego. Nałożono podstawowe kolory:
(ps. Tutaj dziękujemy niniejszym Kibit-san za wzmożone prace wspomagające ten proces)




Na koniec w miejscach w miarę losowych, nie symetrycznych i z wrodzoną sobie dokładnością nałożono dzięki szablonowi wzór taki a nie inny wybrany osobiście przez Panią Domu (pseudonim Żona).
(Na jednym ze zdjęć nawet uwieczniono dość rzadki okaz Goblina Nisko Piennego zwanego Miejskim, zastanawiamy się nad przekazaniem zdjęcia do Plotka, Faktu i Nie Do Wiary).









Na dzień dzisiejszy to koniec prezentacji, ale bynajmniej nie koniec wypraw do fascynującej krainy Remontu.
Dalszy reportaż w najbliższym czasie. Tym razem bliżej przyjrzymy się tajemniczym rytuałom w wiosce zwanej Kuchnia.

Dzisiejszy program sponsorowały literki M i B(ank) :P

17 stycznia 2010

Humanum Błędum Optimum III

"Kobieta jest mądrzejsza od mężczyzny, ale najwięcej rozumu musi zużyć, aby ukryć ten fakt."
Mary McCarthy



Sytuacja przypadkiem podsłuchana przez Mua.
Miejsce - Drogeria, kręcę się w poszukiwaniu skrobaczek do twarzy, Edif która mi towarzyszy w podróży szuka czegoś w okolicy. Jakaś kobieta stoi przed jedną z półek i rozmawia przez telefon.
Chcąc nie chcąc usłyszałem:

"Głosem słodkim niczym miód:
- Aha, tak...tak...tak kochanie...
Jej głos wznosi się na wyżyny słodyczy:
- Ależ oczywiście kochanie że pojadę z Tobą do Stanów Zjednoczonych.
Chwila ciszy, uważnie słucha, i następne zdanie jest wysyczane głosem tak jadowitym iż prawie przepala słuchawkę:
- I przez Ciebie downie muszę szukać tej pierdolonej szminki..."

...
Kobieta zmienną jest.
Ulotniliśmy się jak najszybciej, wiadomo co jej jeszcze by strzeliło do głowy, albo do kogo zaczęła by strzelać...

31 grudnia 2009

Dużo, tanio... ssie...

"Tylko głupcy się nie zmieniają."

Gabriela Zapolska


Stwierdziliśmy, że zamiast marketu do którego jeździmy niemal zawsze pojedziemy do tego dalej, w którym dawno nie byliśmy. Mieliśmy przeświadczenie, że skoro to dalej, i niby większe to na pewno lepsze. I na pewno jest lepszy wybór jogurtów i serków niż tam gdzie zawsze, bo te już się nam nieco znudziły.

Cóż, złudne były nasze nadzieje. Okazało, się że siła przyzwyczajenia jest wielka. Dla nas nic nie leżało tam gdzie powinno, wszystkie działy były nie tam gdzie powinny, asortyment był mniejszy. Ludzie się bardziej pchali i było bardziej gorąco. Ogólnie, ssało.

Ciekaw jestem ile z tego wrażenia to autentyczna różnica a ile jedynie się nam wydawało. O ile różnice w asortymencie chyba jednak były na niekorzyść "nowego" sklepu to fakt iż wydawało się nam, że nic nie stoi tam gdzie powinno to tylko przyzwyczajenie do takiego a nie innego ułożenia działów.

Nic to, wróciliśmy z wyjątkowo małymi zakupami bo zniechęceni tym, że wszystkie szukaliśmy dwa razy dłużej kupiliśmy tylko podstawowe rzeczy i uciekliśmy do domu.

Następne zakupy robimy tam gdzie zwykle.

3 grudnia 2009

Humanum Błędum Optimum II

"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy."
Albert Einstein


Z cyklu o tym czym ludzie potrafią nas zaskoczyć (sytuacja autentyczna):

Pięciolatek i Ośmiolatek oglądają książkę w stylu „Kraje Europy”.
Zatrzymują się na jednej z stron.
Pięciolatek – O, to Chorwacja.
Ośmiolatek, poważnym głosem – A czy ty wiesz że Chorwacja nie należy do Unii Europejskiej.
Pięciolatek, pełen oburzenia – Oczywiście że wiem, że Chorwacja nie należy do Unii Europejskiej.

Mina matki słyszącej rozmowę – bezcenna.

Cóż, przyznam ze sam nie wiedziałem iż Chorwacja jest w Unii. Sprawdziłem, nie jest kurde mol.
Nic to, nadzieja w naszej młodzieży.

Notkę sponsorowały literki U, E dumna z siebie cyferka 5.

30 listopada 2009

Czajnik Zagłady znów Atakuje, czyli pandemonium paranoi opisanie.

"Świńska grypa szkodzi płucom"
Nagłówek pewnej gazety


Nawiązując do cytatu… jakby normalna grypa wpływała dobroczynnie na płuca.

Gazety i media (oraz ludzie wymyślający reklamy) uwielbiają rzeczy oczywiste sprzedawać masom ludzkim jako coś nowego, szokującego albo nie daj Boże promocyjnego.

Rozumiem że nowa cyferkowa grypa jest szkodliwa, ale normalna też. Tak jak gruźlica, zapalenie płuc, ospa i wiele innych chorób. Nie leczone na czas mają poważne powikłania a nieraz prowadzą do śmierci.

Smutne jest to iż z jednej strony media podsycają paranoję na temat grypy. Jeszcze smutniejsze to iż ludzie w to wierzą.

Nikomu nie życzę zachorowania na świńską grypę, jak i na żadną inną zresztą, niezależnie czy ona jest świńska, ptasia czy jakakolwiek inno zwierzęca.

Dzięki takiemu podsycaniu strachu jest się świadkiem potem następujących zdarzeń:
(to nie zdarzenie hipotetyczne, ale widziane przez Mua na własne kaprawe oczka).

Miejsce zdarzenia, duży market, multum ludzi, gorączka niedzielnych zakupów.
Kolejka do kasy.

Uczestnicy tragedii: Kupująca szt 1. Taśma z zakupami i wyjątkowo dużo folii.

Niby nic dziwnego w owych zakupach owej kupującej nie było. Ot, dużo rzeczy w wózku.

Podczas obserwacji procesu nakładania zakupów na taśmę, docierało do mnie powoli, coraz więcej faktów psując harmonię tego niby zwykłego obrazka.

Fakt pierwszy: Pani miała każdy produkt w osobnej, małej plastikowej torebce (takiej jak to w marketach na warzywa).
Nieliczna część rzeczy była pakowana po 2-3 sztuki. Dotyczyło to nie tylko warzyw, ale butelek mleka, puszek, słoików, wszystkiego. Każdy z produktów był w osobnej torebce. Jako iż produktów było ok 20-30 to i torebek tyle samo.

Fakt drugi: na rękach owej Pani również znajdowały się owe torebki. Pani brała wszystko przez nie, kładła na taśmę i z niej zdejmowała cały czas mając torebki na rękach. Prawie jak rękawiczki.

Fakt trzeci: cały wózek był owymi torebkami wyłożony, szczelnie każda ścianka obłożona. Oczywiście poza torebkami z produktami. To była osobna warstwa.

Fakt czwarty: na koniec całej operacji wyłożenia i zdjęcia z taśmy do wózka produktów, Pani zdjęła „rękawiczki”. Wyjęła z portfela pieniądze i przyjęła resztę z powrotem od kasjerki.

I tu mnie coś zastanowiło. Jeśli bała się wszystkich zarazków (bo co innego ta szopka) to czemu zdjęła „rękawiczki” dając i przyjmując pieniądze. Żadna to nowość że gotówka krąży wśród ludzi i zasadniczo na czym jak na czym ale na niej na pewno jest od groma bakterii wszelkiego rodzaju.

Nie wiem co było przyczyną takiego zachowania owej kobity. Mam tylko nadzieję, że nie wiara w media i informacje w nich zawarte.

Odnośnie tytułu i treści notki:

Kliknij tu by poznać prawdę....

Ehhhh...

20 listopada 2009

Humanum Błędum Optimum

"Mylić się jest rzeczą ludzką"
Seneka Młodszy


Sytuacja z życia wzięta z mojej Sekty*:
"
- Klient (po otrzymaniu dokumentów) - Nie wiem co to jest to 56 PLN, co Państwo tak nazywają? Przyjmijmy że to złotych, że tak nazywacie złotówki.
- Pracownica (zdębiawszy) - To nie nasz wymysł. To jest oznaczenie złotówek.
- Klient - Gdzie niby tak jest? No jeśli wy sobie tak oznaczyliście to niech będzie"

No Comments...Klient był (jest?) osobą starszą co nieco, ale bez przesady...


*Sekta - Czyli coś nazwał tak Christof, potocznie moja praca.

Żadna pracownica nie ucierpiała (nadmiernie) podczas tej rozmowy, w przeciwieństwie do jej nerwów i czasu (który minął bezpowrotnie).

Notkę sponsorowały literki P, L i nieco nieśmiało literka N.

5 września 2009

Moje boje....

Podróżowanie to najwspanialsza rzecz na świecie.
Homer


Potrzebowałem zaświadczenia o braku przeciwwskazań do podjęcia nauki na studia. Proste niby. Od świstek. Udałem się najpierw do lekarza którego mam opłaconego w pracy. Blisko i myślałem, że szybko. Nic bardziej mylnego. Poinformowano mnie iż owszem takie zaświadczenie wydawali ale w zeszłym roku. W tym nie podpisali umowy z kimś tam (NFZ czy ministerstwo.. ciort wie) i takich zaświadczeń nie dają. Ale pani Doktor postanowiła mi pomóc i dała adresy i telefony do dwóch placówek, które owe zaświadczenie wydają.
Dodzwonienie się do owych placówek to opowieść na inny dzień, kiedy już mi się udało dowiedziałem się że iż owszem takie zaświadczenie wydawali ale w zeszłym roku. W tym nie podpisali umowy z kimś tam i takich zaświadczeń nie dają.
Ale będąc miłą Pani w jednej placówce podała telefon do takiej która na pewno w tym roku wydaje zaświadczenia.
Po dodzwonieniu się w kolejne już miejsce dowiedziałem się iż owszem takie zaświadczenie wydawali ale w zeszłym roku. W tym nie podpisali umowy z kimś tam i takich zaświadczeń nie dają.
Zaczynając powoli być zdesperowany zapytałem ludzi z pracy. Miły kolega powiedział iż zaświadczenie w zeszłym roku brał w przychodni wojskowej, i w tym pewnie też dają.

Wziąłem dzień wolnego, udałem się do przychodni wojskowej. Pani na rejestracji powiedziała ze oczywiście, że dają takie zaświadczenie, tyle że w medycynie pracy. Blok B, pokój 334. Nieco trwało aż znalazłem rzeczony pokój. Na nim piękna drukowana i laminowana cudnie kartka:

_______________
Wizyty Tylko Po
Telefonicznej
Rejestracji
Tel: 66 66 66
_______________

Niewiele myśląc (to dla mnie normalne) zadzwoniłem stojąc kilka metrów od drzwi. Odebrała miła Pani pielęgniarka i oznajmiła mi iż owszem takie zaświadczenie wydawali ale w zeszłym roku. W tym nie podpisali umowy z kimś tam i takich zaświadczeń nie dają. A przynajmniej nie jak to ujęła "komercyjnie".

Próbując uzyskać przeklęty papierek udałem się do swojej przychodni, może by i takie zaświadczenie wydali ale musiałbym poczekać od 13:00 do 17:00 aż mnie Pani Doktor przyjmie, nie jej akurat wina bo ilość babć w przychodni była zatrważająca.

Koniec końców za radą Wife zadzwoniłem do przychodni która wizyty ma dość płatne z naciskiem na dość.
Miła Pani poinformowała mnie iż owszem takie zaświadczenia wydawali .... i nadal wydają.

Uffff... Zapisałem się na poniedziałek... jeszcze zaświadczenia nie mam, ale jest już blisko (mam nadzieję...).

7 czerwca 2009

Notka kontrolowana, notka kontrolowana....

" - Witam cię Panie Ciemności, mroczny władco, królu piekieł.
W zamian za mą duszę pragnę zyskać siłę ludów północy, wiedzę mędrców wschodu, bystrość umysłu odkrywców z zachodu i sprawność męską dzikich z południa.
- NĘDZNY ŚMIERTELNIKU, PYŁKU NĘDZNY, MOŻESZ OTRZYMAĆ TO WSZYSTKO ALE NA NIC MI TWA DUSZA.
- Czego więc pragniesz, o najplugawszy z plugawych, najokrutniejszy z okrutnych?
- ODDAJ MI SWÓJ PESEL!"

"Diabeua i Alchemyka rozmowa przeze mnie spisana." - Harmoniusz Bibułka


Jakiś czas temu nasz ZTM (czyli tramwaje i aftobusy miejskie) promuje nową kartę miejską. Która ma zastąpić dotychczasowe bilety miesięczne i wyeliminować konieczność posiadania dodatkowego dokumentu ze zdjęciem.
Podczas procesu składania prośby o taką kartę należy podać swój numer PESEL.
Co w tym dziwnego? Dla mnie nic. Numer pesel pozwala jednoznacznie określić czyja to karta, kto składał podanie etc etc. Zbigniewów Kowalskich* jest więcej niż jeden ale każdy PESEL jest unikatowy.
I pewnie przeszło by to bez echa gdyby komuś (klientowi) się to nie spodobało. Bo zaraz zaczął drążyć, "a po co, a na co, a nie dam". I rozpętała się burza.
Urząd ochrony danych osobowych itd zaraz zaczął się wymądrzać, że sprawdzi że skontroluje, że ciężko pracuje (coś muszą wykazywać bo by wyszło że robią nic).
ZTM od komentarzy się wstrzymała.

Ogólnie rozumiem dociekanie owego osobnika (osobniczki?). Tyle, że ci sami ludzie który oburzają się o konieczność podania numeru Pesel rozdają swoje dane osobowe na lewo i prawo. Na serwisach w rodzaju nasza klasa, grono etc, ludzie podają swoje numery telefonów, adresy i co jeszcze się chce.

Ci sami ludzie podpisują wszystko co im się podsunie bez czytania. Biorą kredy/raty/podpisują umowę o np. telefon. Konia z rzędem temu kto umowę taką przed podpisaniem przeczytał. I nie chodzi mi tu o przejrzenie i zerknięcie czy się nie pomylili w nazwisku, chodzi mi o przeczytanie od deski do deski.
Taka prawda, że ja również, choć staram się wczytać w taką ostatnio pewnie niuanse w własnych ratach wyłapałem czytając umowę dopiero na spokojnie w domu (po podpisaniu of kors...).

Cóż ale jak widać, w naszym wspaniałym kraju cokolwiek nie wymyślisz komuś na pewno będzie przeszkadzać, ktoś na pewno będzie życzliwy i doniesie gdzie trzeba. No chyba że bijesz żonę popołudniami, chlejesz jak świnia codziennie, albo jesteś miejscowym rozrabiaką. Wtedy ci sami ludzie jak już cię posadzą/ skarzą w zawiasach/ zamorduje cię żona i prawda wyjdzie na jaw stwierdzą przed kamerą pani dziennikarce:
"To taki spokojny człowiek był, nikt nie widział że tam coś się dzieje".

No tak, nikt nic nie wiedział, poza Malinowską** spod 5-tki.

* oraz ** - wszelkich Zbigniewów Kowalskich oraz wszelkie Malinowskie spod 5-tki z góry przepraszam, bo pewnie na mnie też mają coś w swoim zeszycie wejść i wyjść....

4 czerwca 2009

Pożeczki do kontrolowania umysłów mas...

" Skrzydło nietoperza, krew żaby,oko jaszczurki i włos człeka mężnego.
Dwie uncje prochu, cztery popiołu z liścia dębowego.
Siedem kropli rosy o północy zebranej.
Trzy po trzy łzy panny zakochanej.
I by mieć siłę i wigor jak za młodu,
Dorzucamy trzy kwarty glutaminianu sodu."
Almanyach Mikstur Wszelakich - Harmoniusz Bibułka


"Nie jedz tego świństwa, to czysta chemia!"
Takie oto słowa usłyszałem ostatnio trzykrotnie, w pracowej kuchni podczas przygotowywania w kubku jedzenia z torebki. Wielkie było moje zdumienie gdyż nie przygotowywałem zupki Vifon "Chińskiej" czy zupy pomidorowej z torebki. Nic z tych rzeczy. Przygotowywałem sobie płatki owsiane na mleku.
Zdziwiony pytałem więc: "Jaka chemia? Tu są tylko płatki i mleko w proszku". Jednak moje rozmówczynie nadal były przekonane, że to co jem skróci mi życie o jakieś 5 lat.
Choć ogólnie nie przeczę że chemiczne zupki chińskie jadłem nie raz to od dłuższego czasu raczej tego nie robię. Raz że ciężko się tym najeść, dwa że owa owsianka z owocami smakuje mi bardziej niż "Kaczka łagodnie" z Radomia.
Tak więc, za pierwszym razem uznałem, że moja rozmówczyni nie wiedziała co jem, widząc torebkę uznała że ma to w sobie kilka E900.
Jednak gry drugi raz powiedziano mi to samo (podczas przygotowywania takich samych płatków tyle, że z innymi owocami), me zdumienie było wprost proporcjonalne do rosnącej irytacji.
Tak więc pokusiłem się by na głos, wszem i wobec przeczytać skład owej torebki. Piszę w tej chwili z pamięci ale było to w rodzaju: Płatki owsiane, mleko w proszku, liofilizowane owoce (czyli suszone).
I znów moje rozmówczynie nie były przekonane, raz twierdziły że owa liofilizacja to na pewno chemia, dwa że na pewno nie napisali tego co tam wrzucili.
Uwielbiam w ludziach ten upór i wspaniałą umiejętność dostosowywania faktów do swojej teorii spiskowej.

Oczywiście moje rozmówczynie ignorują fakt iż codziennie wypijają litry kawy, która jest właśnie liofilizowana (czytaj. rozpuszczalna). Oraz fakt iż w dzisiejszych czasach kontroli i ogólnej paranoi odnośnie sprawdzania wszystkiego producent siliłby się umieszczać w zupkach chińskich jakąś tajną i mroczną substancję (pewnie do kontroli umysłów...).

Choć po prawdzie umieszcza, może nie do kontroli umysłu (czasem może i szkoda) ale do "wzmacniania smaku i zapachu". Czyli glutaminian sodu. Uczeni sami nie wiedzą czy w dużych ilościach jest czy nie jest szkodliwi. Ale ci sami uczeni raz twierdzą,że jajka to morderstwo bo cholesterol a chwilę później twierdzą że są błogosławieństwem bo obniżają cholesterol.

Tak czy inaczej akurat glutaminianu sodu w moich płatkach nie było. Prędzej liofilizowane porzeczki wpływające na umysł (będą mną sterować kosmici...).

10 maja 2009

Lubię...

... banany
... gry komputerowe
... góry
... kotlety mielone
... gry Role Playing Games
... koty
... maliny
... gry planszowe
... pluszaki wszelkiego rodzaju
... temperaturę powyżej 10 i poniżej 34 stopni na dworze
... pączki z lukrem zamiast cukru pudru
... gry bitewne
... spać do 10 w weekend
... horrory
... filmy klasy W
... czytać książki
... głupie posty o niczym, takie jak ten.

30 kwietnia 2009

Kondycja

W naszej szanownej firmie organizują turniej piłki nożnej. Tak więc pomyśleliśmy iż gorsi od innych nie będziemy i zgłosiliśmy się do udziału.
W związku z powyższym postanowiliśmy trenować, co by nie paść na turnieju trupem.
Zebraliśmy się na Olimpii, pełni werwy i energii. Jakieś 15 minut później nasza energia była gdzieś w okolicy Kazachstanu a nasza kondycja leżała kwicząc na ziemi i usiłując złapać choć trochę powietrza

Cóż, zgodnie z naszymi przewidywaniami okazało się iż siedzenie przed komputerem i praca biurowa nie wpływa dodatnio na zdolność do biegania za piłka.

Tak więc początkowo mieliśmy mocne postanowienie grać na całym boisku szybko się skończyło na graniu na połowie. Biegania było mniej i na krótsze dystanse.
Aczkolwiek po kolejnych kilkunastu minutach gry grało nam się lepiej. Nasza kondycja przypominała sobie jak to jest biegać a nasze mięśnie przypominały sobie iż kiedyś coś takie już robiły.

Cóż, niezgodnie z naszymi przewidywaniami okazało się iż z graniem w piłkę jest jak z jazdą na rowerze. Raz nauczone się nie zapomina.

Nasz trening miał wpływ również na dwa następne dni (przynajmniej dla mnie). Hasanie po trawie za piłką opłaciłem w dniu następnym zakwasami. Nie chodzi nawet o to czy coś mnie bolało (bolało..) ale o to iż mięśnie odmawiały współpracy. Zabawne było wstawanie czy siadanie kiedy nogi nie zginają się mimo iż dostają rozkaz z mózgu by działać. Aczkolwiek po dniu było dużo lepiej a po dwóch już zupełnie dobrze.

Cóż, zgodnie z moimi przewidywaniami po treningu czułem się jak rozjechany. Niezgodnie z moimi przewidywaniami trwało to dwa dni.

Niedługo kolejny trening. Jak to mówią: "jak boli znaczy że żyjesz".
Tak więc będę pewny, że żyję.

14 kwietnia 2009

Ale o sooo choszi?

Miał być taki "normalny" post. O dzisiejszym dniu mym. Bo był dość zakręcony (dzień nie post). Ale nie będzie. Znaczy post będzie ale o czym innym.
Z góry zaznaczam, że jeśli kogoś urażę owym postem to nie zamierzenie.

Więc już mówię oo soo choszi. Otóż ostatnio z powodu psia mać jakiego nie wiem (faza księżyca, zarodniki z kosmosu czy co) kilka osób mi znanych i lubianych ma jakieś problemy w swoich związkach (uczuciowych znaczy).

Owszem są dorośli i w sumie to nie moja sprawa. Problem w tym, że nie rzadko znam obie osoby z danego związku i w takim razie jestem jako ich znajomy postawiony w sytuacji co by tu nie mówić owijając w bawełnę, gównianej.

Bo przepraszam czy urządzając imprezę, grilla, cokolwiek muszę wybrać jedną z osób? Jak będą obie to albo dojdzie do draki albo po prostu nie będą obie.
No i z przeproszeniem uj. Oczywiście trywializuję bo piszę o czymś w sumie mało istotnym jak impreza. Ale chodzi mi raczej o przykład. Bo nie cierpię dziwnych sytuacji gdy znasz obie strony danego związku i z oboma chcesz utrzymać kontakt a jest to trudne/ niemal nie wykonalne/ obrywasz rykoszetami.**

** niepotrzebne skreślić

Nie dziwiłbym się tym, że jakiś związek się rozpada. Ok bywa, ludzie są z sobą i się rozstają. Poznają nowych etc. To co mnie zarówno wkurzyło jak i osłabiło zupełnie iż spotkało to osoby które nigdy bym nie posądził o to iż się rozstaną. Prędzej mnie by to spotkało (tfu tfu...). Tak więc jako że przypadków mam w okolicy już więcej niż 2 to chwilowo nic mnie już nie zdziwi.

Jedyne co, że nie nastraja to do życia pozytywnie. Jedyne co pozostaje mieć nadzieję, że przyjdzie inny wiatr i się pozmienia. Tym razem na lepsze.
Trzymam za nich (za kogo to ja już wiem) kciuki i wszystkie palce jakie mam.

8 kwietnia 2009

Nie lubię....

... ludzi żujących gumę z otwartymi ustami
... odpowiadania pytaniem na pytanie
... kompotu z suszu
... łańcuszków internetowych
... pisania przez dzieciaki postów w języku "p0LskyM"
... temperatury poniżej 10 i powyżej 34 stopni na dworzu
... Kinder Bueno
... reklam
... telefonów od klientów odnośnie pisma którego nawet nie przeczytali
... Amerykanów
... Holendrów
... Rosjan
... pączków z cukrem pudrem zamiast lukru
... skarpetek uciskających nogę
... ratlerków
... "kotletów" sojowych
... oczekiwania na kolejny tom "Gry o Tron
... prasować
... dubbingu w filmach fabularnych
... głupich postów o niczym, takich jak ten.

5 kwietnia 2009

Home Alone

Przez miniony tydzień byłem sam w domu. Kochanie wyjechało na wycieczkę do Paryża. Ja zaś mogłem się szarogęsić.

Tyle, że to było fajne przez może pierwszy dzień. Potem czułem się dziwnie, przyzwyczaiłem się do wspólnych porannych śniadań, do spędzania czasu razem. Po prostu do tego, że nie mieszkam sam.

Dodatkowo jak się samemu siedzi to się nudne robi. Nikt nie zapyta w co grasz na komputerze, co czytasz. Nie zaproponuje oglądania filmu, czy wyjścia razem na miasto.

Tak więc moje Home Alone skończyło się tym, że właściwie codziennie kombinowałem jak tu nie być sam :)
Albo sesja u Fretek albo siedzenie u siostry (lody + film :D), jak widać nie jestem typem samotnika. Może dlatego, że większość ludzi jak gada sama do siebie to może pogadać z kimś inteligentnym. Ja za to muszę się męczyć z małym, złośliwym osobnikiem który mnie wkurza po piętnastu minutach ;)