To jakby ktoś jeszcze nie widział.
Mnie rozwaliło. Jest tego więcej, każda po co najmniej dwie wersje. Z Hasselhoffem między innymi.
Jak widać można robić ciekawe reklamy.
Wersja 1
Wersja 2
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sławni ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sławni ludzie. Pokaż wszystkie posty
27 września 2010
3 lipca 2008
NoWa NotkA >> 11 marca 2008 10:45
Yą ziąaaa!!!!1111
Jakoś ostatnio nie miałem weny tfurczej. A raczej pomysły na notkę miałem, ale razem z pomysłami miałem blogowstręt :P Znaczy wyjątkowo mi się nie chciało usiąść i spisać tego co mnie po głowie chodzi.
Ciut siem tego zebrało :) Więc, spisuje.
Adin
Część pierwsza, zwana "Głowy Gadające" od ludzi wszelakich w środkach naszych miłościwie komunikacyjnych rozmawiających, o nich oraz o naszym w internecie opisaniu traktująca.
Jako, że samochodu nie mając spędzam sporo czasu w tramwajach, metrze i innych naszych cudownych warszawskich transportach mam zwyczaj zajmowania się czymś podczas podróży by szybciej czas płynął.
Oczywiście najchętniej czytam niemal cokolwiek co mi wpadnie w łapki ("Metro" się nadaje). Aczkolwiek często przyglądam się współpasażerom, wypatrując ludzi ciekawych i po prostu obserwując.
Ostatnio uświadomiłem sobie jak bardzo zmieniła się jazda tramwajem w stosunku do tego jak było lat temu kilka.
O co mi chodzi? Już tłumaczę. Chodzi mi o rozmowy w tramwaju. Nie z osobami które stoją obok nas ale przez telefon.
Pamiętam jak bardzo było dla mnie dziwne rozmawianie przez komórkę w tramwaju na początku bytności komórek. Człowiek czuł się dziwnie zarówno samemu rozmawiając jak i słuchając czyjejś rozmowy.
Teraz poziom "ekshibicjonizmu" każdej osoby wzrósł i to mocno. Większość przez Internet i telefony komórkowe. Rozmawiamy, bez skrępowania, przy obcych osobach o sprawach prywatnych, wiedząc że będą słyszały co mówimy. Powstały Blogi, na których uzewnętrzniamy się (jedni bardziej inni mniej) przed każdym kto tylko będzie chciał słuchać. Serwisy w rodzaju Grona czy Naszej Klasy to kolejne stadium. Choć teoretycznie służą do wyszukiwania i porozumiewania się z znajomymi to w praktyce do naszych danych, zdjęcia itp. dostęp ma każdy.
Oczywiście sporo zależy ile sami innym pokażemy, czy zamieścimy zdjęcia czy nie, co i ile napiszemy o sobie. Jednak poziom "obnażania" się przed światem jest wyższy niż kiedyś, dowolna osoba, niechby i z Chin może zobaczyć jak się nazywam, gdzie chodziłem do szkoły, kim są moi znajomi, jak teraz wyglądam.
Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale zastanawiające jest jak bardzo się to zmieniło od czasów mojego dzieciństwa.
Młodsze ode mnie pokolenia idą nawet krok dalej, często na owych serwisach itp. wyszukują osobę kompletnie nie znaną i zawierają z nią znajomość. Z jednej strony to dobrze, że nie zamykamy się na świat i ludzi. Z drugiej o tyle smutne, że często owe znajomości poza komputer nie wychodzą.
Kiedyś by zapytać się kolegi mego Maćka czy wyjdzie na dwór musiałem się ruszyć, pójść i osobiście zapytać, potem nieco starszy po kolegę Artura albo dzwoniłem na domowy albo piechotą do niego ruszałem. A dziś sms-y piszę.
Chyba warto co jakiś czas zmienić przyzwyczajenia, spowolnić na chwilę wyścig szczurów i zamiast napisać sms-a "Co tam? Dobrze u ciebie? To ok....", ruszyć się z domu, przejść i zapytać o to samo osobiście.
Zwei
Część druga, zwana "Człek Wielki" traktująca o twórcy gier wszelakich który wiele stworzył i przyczyną zajść kilku w mym życiu jest.
Dnia 04.03.2008 zmarł Ernest Gary Gygax .
Kto zacz, spytacie zdziwieni? Cóż, nie dziwne że nie każdy wie kto to. Ale część powinna (a na pewno część osób w miarę regularnie czytających moje pisadło).
Otóż w 1974r razem z Davem Arnesonem stworzył ni mniej ni więcej Dungeons & Dragons. Pierwsze Role Playing Games ever. Był jednym z założycieli Tactical Studies Rules (bardziej znanego jako po prostu TSR), które przez lata wydawało D&D, potem AD&D, jakby nie było właściwie "matkę" tego co dziś znamy jako RPG-i (z polska).
Za swego życia napisał więcej podręczników do gier niż niejeden pisarz książek. TSR wydało setki tytułów, podręczniki do RPG i książki. Dziesiątki gier komputerowych wyszły pod banderą TSR. (dla dzisiejszego gracza to raczej prehistoria ale kiedyś się człowiek zagrywał).
Moim skromnym zdaniem powstanie gier Role Playing i boom fantasy jaki był dzięki temu miał olbrzymi wpływ na wiele rzeczy. Gry komputerowe czerpią z tego gatunku garściami od początków ich powstawania (co by wymienić "Eye of Beholder", "Ishtar" i z nowszych "Wrota Baldura", "Neverwinter Nights" czy naszego rodzimego "Wiedźmina"). Dziesiątki autorów książek nie było by dziś słynnych gdyby nie RPG (bo kto inny czytałby wypociny z Dragonlace niż maniacy gier...). Czy powstanie i sukces miało wpływ na coś jeszcze? Na ekonomię USA, trzęsienie ziemi w Nairobi? Nie wiem, nie posiadam wiedzy ani umiejętności by to ocenić, ale jestem pewien, że ma wpływ większy niż mi się wydaje.
To co mogę ocenić to jaki to miało wpływ na mnie. Co prawda samego twórcę RPG nie miałem jak poznać, a i boom na gry fabularne w Ameryce do polski dotarł z poślizgiem..
Ale gdyby nie to że kiedyś kupiłem czasopismo "Magia i Miecz" i wsiąknąłem w świat RPG kilka rzeczy by się w moim życiu raczej nie wydarzyło:
- Nie poznałbym znajomych jakich mam teraz. Pozdrowienia i machanie macka dla wszystkich :) Dodam że bardzo solidnych znajomych.
- Nie jeździłbym w miarę co roku na Flamberg (i nie wyłamałbym na nim 2 raz ręki z barku, pierwszy był w tramwaju więc to niezależne od RPG). Czyli również nie poznałbym wielu, wielu osób z całej polski, i nie odwiedziłbym Gdańska u Kuli :)
- Nie miałbym raczej głowy zapchanej dziwną wiedzą, nie każdemu chyba przydaje się wiedzieć jak wygląda i czym się różni gizarma od partyzany, kim był wójt czy sołtys, czym się różni Hrabia od Barona (podziękowania dla Kohei'a), jaką premię wytrzymałości ma Wojownik na 14-stym poziomie (+9 gwoli jasności). Jak działa odrzut w broni i czemu strzela, kto to są Fianna i czemu Irlandczycy. Dziwna wiedza z zakresu historii, broni palnej i białej siedzi w mojej głowie. Do tego cyferki i fragmenty zasad i podręczników do niczego poza grą nie potrzebne :)
- Ostatnie i najważniejsze, nie poznałbym mojej Narzeczonej, w Empiku w nieistniejącym już Klubie Bastion, i za to Panu Ernestowi Garemu Gygaxowi jestem najbardziej wdzięczny :)
Jakoś ostatnio nie miałem weny tfurczej. A raczej pomysły na notkę miałem, ale razem z pomysłami miałem blogowstręt :P Znaczy wyjątkowo mi się nie chciało usiąść i spisać tego co mnie po głowie chodzi.
Ciut siem tego zebrało :) Więc, spisuje.
Adin
Część pierwsza, zwana "Głowy Gadające" od ludzi wszelakich w środkach naszych miłościwie komunikacyjnych rozmawiających, o nich oraz o naszym w internecie opisaniu traktująca.
Jako, że samochodu nie mając spędzam sporo czasu w tramwajach, metrze i innych naszych cudownych warszawskich transportach mam zwyczaj zajmowania się czymś podczas podróży by szybciej czas płynął.
Oczywiście najchętniej czytam niemal cokolwiek co mi wpadnie w łapki ("Metro" się nadaje). Aczkolwiek często przyglądam się współpasażerom, wypatrując ludzi ciekawych i po prostu obserwując.
Ostatnio uświadomiłem sobie jak bardzo zmieniła się jazda tramwajem w stosunku do tego jak było lat temu kilka.
O co mi chodzi? Już tłumaczę. Chodzi mi o rozmowy w tramwaju. Nie z osobami które stoją obok nas ale przez telefon.
Pamiętam jak bardzo było dla mnie dziwne rozmawianie przez komórkę w tramwaju na początku bytności komórek. Człowiek czuł się dziwnie zarówno samemu rozmawiając jak i słuchając czyjejś rozmowy.
Teraz poziom "ekshibicjonizmu" każdej osoby wzrósł i to mocno. Większość przez Internet i telefony komórkowe. Rozmawiamy, bez skrępowania, przy obcych osobach o sprawach prywatnych, wiedząc że będą słyszały co mówimy. Powstały Blogi, na których uzewnętrzniamy się (jedni bardziej inni mniej) przed każdym kto tylko będzie chciał słuchać. Serwisy w rodzaju Grona czy Naszej Klasy to kolejne stadium. Choć teoretycznie służą do wyszukiwania i porozumiewania się z znajomymi to w praktyce do naszych danych, zdjęcia itp. dostęp ma każdy.
Oczywiście sporo zależy ile sami innym pokażemy, czy zamieścimy zdjęcia czy nie, co i ile napiszemy o sobie. Jednak poziom "obnażania" się przed światem jest wyższy niż kiedyś, dowolna osoba, niechby i z Chin może zobaczyć jak się nazywam, gdzie chodziłem do szkoły, kim są moi znajomi, jak teraz wyglądam.
Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale zastanawiające jest jak bardzo się to zmieniło od czasów mojego dzieciństwa.
Młodsze ode mnie pokolenia idą nawet krok dalej, często na owych serwisach itp. wyszukują osobę kompletnie nie znaną i zawierają z nią znajomość. Z jednej strony to dobrze, że nie zamykamy się na świat i ludzi. Z drugiej o tyle smutne, że często owe znajomości poza komputer nie wychodzą.
Kiedyś by zapytać się kolegi mego Maćka czy wyjdzie na dwór musiałem się ruszyć, pójść i osobiście zapytać, potem nieco starszy po kolegę Artura albo dzwoniłem na domowy albo piechotą do niego ruszałem. A dziś sms-y piszę.
Chyba warto co jakiś czas zmienić przyzwyczajenia, spowolnić na chwilę wyścig szczurów i zamiast napisać sms-a "Co tam? Dobrze u ciebie? To ok....", ruszyć się z domu, przejść i zapytać o to samo osobiście.
Zwei
Część druga, zwana "Człek Wielki" traktująca o twórcy gier wszelakich który wiele stworzył i przyczyną zajść kilku w mym życiu jest.
Dnia 04.03.2008 zmarł Ernest Gary Gygax .
Kto zacz, spytacie zdziwieni? Cóż, nie dziwne że nie każdy wie kto to. Ale część powinna (a na pewno część osób w miarę regularnie czytających moje pisadło).
Otóż w 1974r razem z Davem Arnesonem stworzył ni mniej ni więcej Dungeons & Dragons. Pierwsze Role Playing Games ever. Był jednym z założycieli Tactical Studies Rules (bardziej znanego jako po prostu TSR), które przez lata wydawało D&D, potem AD&D, jakby nie było właściwie "matkę" tego co dziś znamy jako RPG-i (z polska).
Za swego życia napisał więcej podręczników do gier niż niejeden pisarz książek. TSR wydało setki tytułów, podręczniki do RPG i książki. Dziesiątki gier komputerowych wyszły pod banderą TSR. (dla dzisiejszego gracza to raczej prehistoria ale kiedyś się człowiek zagrywał).
Moim skromnym zdaniem powstanie gier Role Playing i boom fantasy jaki był dzięki temu miał olbrzymi wpływ na wiele rzeczy. Gry komputerowe czerpią z tego gatunku garściami od początków ich powstawania (co by wymienić "Eye of Beholder", "Ishtar" i z nowszych "Wrota Baldura", "Neverwinter Nights" czy naszego rodzimego "Wiedźmina"). Dziesiątki autorów książek nie było by dziś słynnych gdyby nie RPG (bo kto inny czytałby wypociny z Dragonlace niż maniacy gier...). Czy powstanie i sukces miało wpływ na coś jeszcze? Na ekonomię USA, trzęsienie ziemi w Nairobi? Nie wiem, nie posiadam wiedzy ani umiejętności by to ocenić, ale jestem pewien, że ma wpływ większy niż mi się wydaje.
To co mogę ocenić to jaki to miało wpływ na mnie. Co prawda samego twórcę RPG nie miałem jak poznać, a i boom na gry fabularne w Ameryce do polski dotarł z poślizgiem..
Ale gdyby nie to że kiedyś kupiłem czasopismo "Magia i Miecz" i wsiąknąłem w świat RPG kilka rzeczy by się w moim życiu raczej nie wydarzyło:
- Nie poznałbym znajomych jakich mam teraz. Pozdrowienia i machanie macka dla wszystkich :) Dodam że bardzo solidnych znajomych.
- Nie jeździłbym w miarę co roku na Flamberg (i nie wyłamałbym na nim 2 raz ręki z barku, pierwszy był w tramwaju więc to niezależne od RPG). Czyli również nie poznałbym wielu, wielu osób z całej polski, i nie odwiedziłbym Gdańska u Kuli :)
- Nie miałbym raczej głowy zapchanej dziwną wiedzą, nie każdemu chyba przydaje się wiedzieć jak wygląda i czym się różni gizarma od partyzany, kim był wójt czy sołtys, czym się różni Hrabia od Barona (podziękowania dla Kohei'a), jaką premię wytrzymałości ma Wojownik na 14-stym poziomie (+9 gwoli jasności). Jak działa odrzut w broni i czemu strzela, kto to są Fianna i czemu Irlandczycy. Dziwna wiedza z zakresu historii, broni palnej i białej siedzi w mojej głowie. Do tego cyferki i fragmenty zasad i podręczników do niczego poza grą nie potrzebne :)
- Ostatnie i najważniejsze, nie poznałbym mojej Narzeczonej, w Empiku w nieistniejącym już Klubie Bastion, i za to Panu Ernestowi Garemu Gygaxowi jestem najbardziej wdzięczny :)
O som chodzi:
sławni ludzie,
stare posty,
z życia wzięte
Zapiaszczony Plac Teatralny >> 17 grudnia 2007 10:54
W weekend byłem z Misiem na emprezie. Nazywało się to to (któreś tam) Warszawskie Spotkania Wigilijne.
Większość atrakcji była mocno nijaka, baloniki, konkursy malowania bombek dla dzieciaków. Straż miejska coś tam organizowała i wszędzie kręcili się ludziki z UKSW zbierający na coś datki. Widać było, że średnio się przykładają ale nie dziwie się. Za ciepło nie było, a oni którąś godzinę tak chodzili.
Miś został przed sceną czekając na trakcję wieczoru (o tym za chwilę) a ja właśnie przeszedłem się zobaczyć co dają ciekawego w namiotach.
Okazało się, że właśnie nic ciekawego. No jedna rzecz była w miarę ciekawa, oczywiście dziwne bym tam nie trafił (przeczucie!). Otóż reklamował się Bonduelle. Mieli stoisko gdzie for free dawali jedzenie :) Zupa pewnie z torebki ale niczego sobie (grzybowa).
Zanim przejdę do właściwego opisu jeszcze jedno spostrzeżenie jakie mieliśmy. W jednym końcu całej imprezy był tłum niesamowity. Ludzie się tłoczyli, przepychali. Niczym muchy do miodu. Okazało się, że tam rozdają za darmo ozdoby choinkowe (mocno takie sobie). Więc jak coś dają darmo to się ludzie rzucili jakby złoto rozdawali. Jakoś mi się nie chciało przepychać by dostać drętwą plastikową bomkę.
Ok. Ale koniec końców z lekkim opóźnieniem rozpoczęło się to co właściwie mnie i kobietę tam przygnało.
Czyli występ Andrzeja „Piaska” Piasecznego.
Przyznam, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Słysząc go w radiu czy telewizji nie przeszkadzał mi ale też się nim nie zachwycałem.
Na żywo jest więcej niż dobry.
Ma naprawdę niezły głos, do tego potrafi rozruszać nawet zmarzniętą publiczność i tworzyć „Show” a nie tylko stać i śpiewać. Do tego nie jest sztuczny, widać że to co robi sprawia mu radość a nie tylko odwala chałturę do kotleta. Jego zespół gra fajnie i widać, że są zgrani. Solówki na gitarze i gitarze basowej były bardzo fajne.
Tak czy inaczej uważam (mimo mrozu) godzinę występu Piaska za bardzo mile spędzoną godzinę.
Większość atrakcji była mocno nijaka, baloniki, konkursy malowania bombek dla dzieciaków. Straż miejska coś tam organizowała i wszędzie kręcili się ludziki z UKSW zbierający na coś datki. Widać było, że średnio się przykładają ale nie dziwie się. Za ciepło nie było, a oni którąś godzinę tak chodzili.
Miś został przed sceną czekając na trakcję wieczoru (o tym za chwilę) a ja właśnie przeszedłem się zobaczyć co dają ciekawego w namiotach.
Okazało się, że właśnie nic ciekawego. No jedna rzecz była w miarę ciekawa, oczywiście dziwne bym tam nie trafił (przeczucie!). Otóż reklamował się Bonduelle. Mieli stoisko gdzie for free dawali jedzenie :) Zupa pewnie z torebki ale niczego sobie (grzybowa).
Zanim przejdę do właściwego opisu jeszcze jedno spostrzeżenie jakie mieliśmy. W jednym końcu całej imprezy był tłum niesamowity. Ludzie się tłoczyli, przepychali. Niczym muchy do miodu. Okazało się, że tam rozdają za darmo ozdoby choinkowe (mocno takie sobie). Więc jak coś dają darmo to się ludzie rzucili jakby złoto rozdawali. Jakoś mi się nie chciało przepychać by dostać drętwą plastikową bomkę.
Ok. Ale koniec końców z lekkim opóźnieniem rozpoczęło się to co właściwie mnie i kobietę tam przygnało.
Czyli występ Andrzeja „Piaska” Piasecznego.
Przyznam, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Słysząc go w radiu czy telewizji nie przeszkadzał mi ale też się nim nie zachwycałem.
Na żywo jest więcej niż dobry.
Ma naprawdę niezły głos, do tego potrafi rozruszać nawet zmarzniętą publiczność i tworzyć „Show” a nie tylko stać i śpiewać. Do tego nie jest sztuczny, widać że to co robi sprawia mu radość a nie tylko odwala chałturę do kotleta. Jego zespół gra fajnie i widać, że są zgrani. Solówki na gitarze i gitarze basowej były bardzo fajne.
Tak czy inaczej uważam (mimo mrozu) godzinę występu Piaska za bardzo mile spędzoną godzinę.
Spice prawie Girls >> 4 listopada 2007 13:41
Jako że moda zawsze wraca, od dawna jest moda na remake'i. Ubrania które kiedyś się nosiło są modne teraz. Kręci się n-te części tych samych filmów (Terminator 3, Rocky, ma być Rambo i Indiana Jones). Czasem to wychodzi lepiej czasem gorzej. Oczywiście dotyczy to też muzyki. Zespoły które grają już nieraz dobre pół wieku wracają z nowymi singlami. I znów. Jednym wychodzi to lepiej (wiecznie niezła Madonna czy Roling Stones). Inni to tylko kiepsko odgrzewane kotlety (Modern Toking jakiś czas temu i pewnie jeszcze nie jeden zespół ale staram się ich nie trzymać w pamięci). Krążąc sobie po Youtube znalazłem coś takiego. Co prawda nie jest to na dzień dzisiejszy nowość (dodane jakieś 9 miesięcy temu) ale dla mnie nowe. Chodzi oczywiście o tytułowe Spice Girls. Nowy Singiel. Nowy Makeup. Nowa ciężka (pewnie) praca grafików i fryzjerów by z dojrzałych pań zrobić Girls. Może powinny zmienić nazwę na Spice Mamas? :P
Aha ciekawe czy poprawnie wkleję linka :)
Aha ciekawe czy poprawnie wkleję linka :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)