Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bzdurne gadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bzdurne gadanie. Pokaż wszystkie posty

14 września 2011

Panie Piekara, kończ waść, wstydu oszczędź.

Piszę to do Pana wiedząc iż szansa iż Pan to przeczyta jest raczej w okolicy minimalnej, ale gniecie mnie to od dawna i muszę to z siebie wyrzucić.

Panie Piekara. Kończ waść.

Uprzejmie oznajmiam wszem i wobec, iż uwielbiam Pana, ubóstwiam wręcz rzekłbym. Aczkolwiek spieszę wyjaśnić iż nie o fizjonomię Pana mi chodzi, gdyż przedmiotem mego uwielbienia są Pana książki, historie, bohaterowie, powieści przez Pana pisane.

Uwielbiam je, czytać, posiadać, przeglądać, kupować i czytać po raz drugi, trzeci i nasty. Wręcz kocham czytać te je po raz pierwszy. Mniej istotne czy w wygodnym fotelu czy w tramwaju zaraz po zakupie. Uwielbiam delektować się fabułą, słowami układanymi przez Pana w zgrabne zdania.
Nie skłamię jeśli powiem iż Pana książki wciągają mnie niczym wir. Jeśli nieopatrznie zacznę je czytać nie mogę się oderwać. Czytam w każdej wolnej chwili, całkowicie pochłonięty. Pana pisanie, Panie Piekara, chwyta czytelnika w żelazne szpony i ni diabła nie chce puścić nim dobrnie się do końca.

I tutaj następuje rażenie gromem. Kubeł zimnej wody na nieopatrznego czytelnika wylany. Gdy kończymy książkę, mamy nadzieje na pointę podsumowującą wszystko, zamykającą klamrą historię nam opowiedzianą. A tu oczom naszym ukazuje się plugawe „koniec tomu pierwszego”, czy równie obmierzłe „część dalsza w następnym tomie”.

Nie mam nic przeciwko kolejnym tomom, zwłaszcza jeśli postaci, świat i książki są równie wciągające jak Pańskie. Ale na miecz Pana naszego, czemuż to miast kończyć dany wątek, ciąg jeden, zaczyna Pan kolejny kusząc znów czytelnika. Mamiąc go iż może tym razem tomów będzie niewiele, albo wszystkie zostaną wydane.

Niestety już kilkukrotnie dałem się tak okrutnie nabrać. Najpierw szanowny Mordimer mnie wciągnął, tom za tomem czytany po wielokroć. Ale w ostatnim tomie jaki posiadam jest jakże myląca informacja iż dalsza część będzie w 2007 roku. Mamy rok nieco dalszy a końca historii nie ma. Jest za to preludium do niej.

Również wciągające i również niedokończone.Jest i "Necrosis". Mroczne i ciężkie. Tako i tu jest tylko tom pierwszy. Jak mniemam z wielu lub co najmniej dwóch. Ale jest pierwszy i kropka. Weź czytelniku cierp i czekaj.

Tak więc bardzo proszę Pana, Panie Piekara. Weź Pan kończ, wstydu oszczędź.

Daj zasmakować końca. Dał ułożyć cały cykl na półce, wiedząc ile miejsca ostatecznie zajął. Ale wiem iż prośba ma raczej się nie ziści a mi przyjdzie kolejne książki kupować, pochłaniać łapczywie po czym żyć pełen nadziei iż kiedyś historii koniec dane mi będzie poznać.

Niniejszym uniżenie pozdrawiam i nad kunsztem kapelusza chylę.

PS. Wiem iż wiele książek wydał Pan jako osobne albo skończone cykle, nadal za nie skończenie tych niektórych powinien Pan cierpieć...

24 sierpnia 2011

Tragedia!!!

Stało się...

Jestem zgubiony.

Nic mnie już nie uratuje, dusza ma przepadnie w otchłani szaleństwa.

Kruki i demony wydziobią mój mózg (no niewiele ale zawsze).

Skazany jestem na potępienie, po wsze czasy przeklęty będę.

Przez własną głupotę pokutować przez wieki mi przyszło.

Znaczy... założyłem Książko-Twarz w języku wyspiarzy Facebookiem zwaną.

Wiem twierdziłem że nie bo nie i bo nie. Ale tylko krowa nie zmienia zdania, teraz muszę tylko jakoś okiełznać tego demona...

12 sierpnia 2011

Miuzik - oglądać czy słuchać

Są zespoły które się lepiej ogląda niż słucha, i takie które ogląda się przeciętnie ale słucha wybornie.

Przykład obiektu A
Słucha się możliwie
Ogląda (przynajmniej męskiej części populacji) wybornie ;)
(tak zespół składa sie z 48 azjatek...)
Oto AKB48





Przykład obiektu B
Słucha się wybornie
Ogląda... no na pewno nie dla urody zespołu
(tak zespół składa się z 6 brzydkich Niemców)
Oto Ramstein


Są piosenki które lubie słuchać głównie dlatego że najpierw widziałem je w teledysku. Czasem teledysk potrafi zepsuć fajną piosenkę a czasem jest na tyle ciekawy że ciągnie jakość piosenki w górę.

Obiekt C
Słucha się wybornie (czasem tylko dobrze).
Ogląda... na pewno ciekawie :)
(zespół składa się z 3 amerykanów + okazjonalne gwiazdy)
Oto The Lonely Island





26 lipca 2011

A imię jego Trzy De

Ostatnio niemalże wszystkie firmy mają na plakatach dumne i szumne 3D.

Oznacza to iż w filmie jest w najlepszym razie scena lub trzy które są „3D”. O ile film Avatar cały był robiony pod owy efekt co sprawiało jakieś tam wrażenie o tyle w innych filmach 3D jest dorzucane na sam koniec. Nie kręci się filmu myśląc jak to będzie wyglądać w owym trójwymiarze, po prostu daje się kilka scen magikom od efektów specjalnych i tyle.

Powoduje to że chcąc obejrzeć taki film siedzisz jak debil dwie godziny w okularach która ani nie są wygodne ani nie polepszają jakości normalnego obrazu. Siedzisz w tych pinglach tylko po to obejrzeć dwie sceny z efektem głębi.

Właśnie, dla mnie owe 3D zdecydowanie nie jest 3D. Obraz nadal jest płaski, ma tylko efekt tego że jest widać głębię i drugi czy trzeci plan. Może ja źle rozumuje ale jeśli coś jest trójwymiarowe to jak sama nazwa wskazuje ma trzy wymiary. Wysokość, szerokość i głębokość.

A to co widzimy w kinie to nie trójwymiar, to dwa wymiary sprawiające wrażenie że niby są trzy.

Trójwymiarowe jest dla mnie to:



A tak na prawdę 3D będzie dla mnie film który będzie można obejrzeć z każdej strony, i z każdej będzie wyglądał inaczej. Tak byśmy sami mogli decydować czy chcemy "stać i oglądać" scenę z przodu czy z tyłu.

Wiem że ogólnie marudzę, ale mam wrażenie że większość ludzi daje się nabić w butelkę. Po hasłem 3D ogląda filmy 2D, z kilkoma bajerami komputerowymi, z niewygodnymi okularami i płacąc za bilet więcej niż normalnie. Dlatego o ile film nie będzie robiony jako dedykowany pod efekt 3D (a tak na prawdę 2,5 D) - jak Avatar, gdzie przynajmniej płacę za multum efektów specjalnych. To moim zdaniem nie ma sensu płacić nieraz dwukrotnie więcej.

Pomijając fakt że istnieją kina 5D, ciekawe jak uzyskali piąty wymiar.
(tak wiem że chodzi o 5 zmysłów, ale co to ma do wymiarów??)



5D? WTF!?

PS. Tak przy okazji, Avatar mi się nie podobał, był nudny, przewidywalny, przegadany i zbyt cukierkowo komputerowy. Bleah...

15 maja 2011

Notatki są jakie każdy widzi...

Wykłady na studiach dzielą się na:
- Ciekawe
- Absorbujące
- Nudne
- Śmiertelnie nudne

Ciekawe powodują ze słuchasz z zainteresowaniem. Absorbujące uważasz bo to trudne lub jest dużo notowania. Na nudnych coś tam notujesz, ale bez przesady. Na śmiertelnie nudnych walczysz z sennością.

Ja na śmiertelnie nudnych nie umiem spać, ani czytać książki. Jakoś mi głupio spać bo zazwyczaj siadam (jak to krótkowidz) w bliskich rzędach. A książki nie czytam bo to kompletny brak szacunku. No i czasem nawet na śmiertelnie nudnych coś się notuje.
Tak więc wtedy zazwyczaj na odwrocie zeszytu albo między notatkami rysuję. Czasem bazgrze jakieś tam szlaczki czasem coś innego. Często, nawet na interesujących wykładach, by oznaczyć coś ważnego rysuje kreskówkową postać wskazującą ważny element mówiącą "ważne" etc.

Postanowiłem uwiecznić swoje "dzieła" :)
To zdjęcia z ostatnich kilku dni:


Na początek Angielski. Prowadzony powiedzmy że "tak sobie"...

Zakładka na początku przedmiotu:



W trakcie zajęć moje zdanie o tym że będzie dobrze zaczęło się zmieniać:







Ekonometria, zasadniczo nie było czasu na rysowanie, to powstało na przewie akurat. Królik z Miłego Dnia narysowany tylko po to by go wysłać mms-em :)




No i dochodzimy do najbardziej "płodnego" przedmiotu. Pominę nazwę. Zasadniczo nie był śmiertelnie nudny, ale nie było też bardzo co notować. Wiec co by długopis się nie nudził...

Seria z Królikiem, ogólnie pierwszy rysunek poniżej to pierwszy z całej serii z Królikiem. Trzy pierwsze były rysowane jeden niemal pod drugim, między notatkami.






Profesor mówił akurat o ostatnim kryzysie. Jak ktoś nie wie o co chodzi to niech poszuka w wujku Google: Tey+Kryzys.




Ot rysunek:



Królik przesyłany żonie :)



Ot głupawka:





Koleżanka obok rysowała drzewa i las w swoim zeszycie. Nie wiem czemu od razu przyszły mi na myśl pluszowe misie zombie...



Dalsze rozwinięcie tematu. Nie wiem jak to ma być z powyższym wspólne...


Ten narysowany specjalnie dla Dziadu z Lasu:



And now...

2 maja 2011

Jak rozpoznawać rośliny, odc 12B

"Dawniej w Boże Narodzenie zawsze śpiewałem miłosne serenady, waląc się tępymi narzędziami po głowie."
Pan Profesor P.T. Patafian.



Oto rośliny które na naszej wspaniałej wyprawie w dniu wczorajszym uczyliśmy się rozpoznawać:

Numer 1

Modrzew





Numer 2

Kfiatek




Numer 1

Modrzew




Numer 37

Stary Ent




Numer 3

Modrzew




Numer 4

Nieco młodszy Ent




Numer 13

Kfiatus Predatoris




Numer 1

Modrzew




A teraz coś z innej beczki:

Numer 1

Edmund podczas podróży w nieznane




Dzisiejszy program sponsorowały cyferka 1 oraz słowa Monthy, Rododendron, Python oraz Modrzew.

Zdjęcia z Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie dzięki uprzejmości Profesora P.T. Patafiana.

26 kwietnia 2011

Miau...Miauem..

"Co to ja miałem? ... Dobrą pamięć..."
Gobas


Miałem napisać notkę. O shogunie 2 (grze znaczy), że fajny, że wciąga i że ciągle komputer mnie rozwala, szybciej czy wolniej ale rozwala.

Miałem napisać notkę o Harrym Potterze (Lego, grze takiej znaczy), że fajny, że wciąga i że przeszedłem tryb fabularny i mam tylko 40% ukończone!

Miałem napisać o tym że w Sekcie (czytaj pracy, to nie taka gra) jest dużo pracy, no wiem a co innego tam ma być. Ale jakoś ostatnio tak dziwnie sporo i do tego bzdurnej czasem (ale to moje subiektywne wrażenie).

Miałem napisać że w sumie ostatnio wróciłem do rysowania, co prawda z portretami czy rysowaniem martwej natury ma to mało wspólnego, więcej z komiksami, prostą kreską i głupawą treścią.

Miałem napisać iż byłem wczoraj na grillu i objadłem się jak prosiak (albo dwa), i że ciepło było i fajnie.

Miałem napisać iż widziałem wczoraj mieszkanie Sis mojej które własnymi ręcami szfagier dokańcza. I że szacun wielki bo szczękę zbierałem z podłogi. Choć jeszcze nie skończone to wszystko zaplanowane w najdrobniejszym szczególe i z pietyzmem (w pozytywnym sensie) zrobione.

Miałem napisać iż ostatnio mniej książków czytam bo jakoś za żadną mi się nie chce zabrać. Dopiero niejaki imć Dracula mnie na tyle wciągnął ze go kończę zaraz (tak wiem wstyd że dopiero teraz go czytam).

Miałem napisać... ale mi się nie chce i nie na pisze. O i tyle.

20 marca 2011

Znikający czas

"Beeessseeensu"- Gobas

Ostatni miesiąc zwany potocznie lutym zniknął dość niespodziewanie. Jakieś 20 razy zbierałem się by coś napisać (czyta to ktoś w ogóle?). Niestety-stety nastąpiła kumulacja rzeczy czasochłonnych.

- Była sobie sesja, na szczęście udana w 100%.
Bywało lepiej, bywało gorzej. Zasadniczo z wyników jestem zadowolony, zwłaszcza z oceny 3 z Analizy Ekonomicznej, owe 3 jest tym cenniejsze że ocenę wyższą niż 2 otrzymało tylko 30 z 150 :D Yeah!

- Odbył się sobie ślub Siostry, udany w 398%.
To pierwszy i na długo jedyny ślub oglądany z drugiego rzędu. Momentami bardziej wzruszający niż mój własny. Wesele chyba jedno z najlepszych na jakich byłem. Jak nie najlepsze :)

- Widziano szwendającego się mnie na niejakim kawalerskim już-Szwagra. Oczywiście odbyło się to przed ślubem nie po :) kolejna impreza na 100%. Pierwszy łyk absyntu (w temperaturze 50 stopni) - bezcenny.

- Zdarzył się zakup mebli które same się nie chciały złożyć, składanie udane w sumie na 99% (dziękować Kibit-San). Ten 1% to brak odpowiedniej długości śrub (made in Ikea) do uchwytów w szafie (made in Ikea). Przez co na razie jest miejsce na uchwyty bez uchwytów.

- Reszta standardowych zjadaczy czasu: Regularna Liga Blood Bowla, zakup przez Mżone Dragon Age 2, zakup przez Mua (jako prezent od Siostry) Shoguna 2 (Total War). Wiem.. oznacza to dużo bezproduktywnie straconego czasu przed komputerem. Nie mam nic na swoją obronę.

Nic to, wiosna idzie. Będzie ciepło, słonecznie i super :)

15 stycznia 2011

3 stycznia 2011

Śnieg, zima, i nie to co zwykle.

Wokół śnieży. Mógłbym napisać to co wszędzie, że śnieg, że korki, że zimno. Mógłbym napisać o nowym roku, że będzie lepiej, że sylwester był udany. Że mam noworoczne postanowienia z których będzie dobrze jak dotrzymam połowy.

Ale nie napiszę.

Za to w ramach odskoczni od Pani Zimy i wszechobecnego duetu Jegomość Śnieg i Jejmość Zimno dowód na czyn jaki spotkał mnie już spory czas temu, gdy słońce grzało na dworze a trawa była zielona (w większości).

Otóż oto co ukazało się moim oczom gdy wróciłem po pewnej przerwie w trakcie pracy do pracy:

Preludium....



I groza w całej okazałości :)



Że też im się chciało :P

PS.
I na koniec, odnośnie poprzedniej notki, ilustracja polującego (na mnie) Śpika, widać jak za chwilę chwyci ofiarę w swoje szpony...

30 grudnia 2010

Dupogodziny

Tak się składa ze pod koniec roku zbiegiem różnych okoliczności siedzę w sekcie do umiarkowanie późnych godzin wieczornych. Na okoliczności składa się 1001 spraw do skończenia w bieżącym roku, rozliczanie czasu pracy i dyżur zwany infolinią zwany okazją-do-rozmowy-z-naszymi-drogimi-klientami.

Jaki by nie był tego powód, gdy się siedzi od rana do godzin wieczorynki potrzeba co jakiś czas jakiegoś kopa na rozruch. Nie wiem jak was ale mnie dopada Śpik gdzieś tak w środku dnia pracy. Gdziekolwiek ten środek by nie był.

Śpik to taki coś który w najmniej odpowiednim momencie dopada cię znienacka, otumania i ogłusza. Powoduje niekontrolowane ziewanie połączone z samoczynnym zamykaniem się oczu. Powieki wydają się z ołowiu, myśli krążą między neuronami z prędkością płynącego po kanapce miodu.

Obronić się przed przyjściem Śpika jest niepodobna. Atakuje podstępnie wybierając dogodny (dla siebie) moment. Dlatego trzeba być przygotowanym na ten moment.

Jednym z rozwiązań jest mieć przy sobie poduszkę, zamknąć się w pokoju i zdrzemnąć aż Śpik sobie pójdzie. Jednak jako że przebywam w Open Spejsie jest to rozwiązanie niestety dla mnie niedostępne.

Zresztą telefony od jakże-drogich-naszych-klientów skutecznie burzą wszelkie próby podsypiania.

Pozostaje mi się rozbudzić na tyle by Śpika przegonić. Czasem działa kawa czy przyjęcie kofeiny w dowolnej formie. Jednak jest to rozwiązanie krótkotrwałe. W moim przypadku działa, ale nie przegania Śpika na stałe. Chowa się on tylko w okolicy, gdy tylko ożywcza kofeina przestanie krążyć w żyłach atakuje ponownie z zdwojoną siłą.

Czasem pomaga przejść się po biurze, rozprostować skostniałe ciało. Działa to całkiem nieźle, nie da się jednak aplikować tego zbyt często. Krążenie po biurze bez celu nie wygląda podejrzanie dopiero po osiągnięciu odpowiedniego stanowiska, którego ja nie posiadam.

Pozostaje mi albo poddać się i wpaść w objęcia Śpika, lub zastosować ostateczną Śpikową broń zagłady.

Mianowicie Muzykę. Nie chodzi mi tu o brzdękające najczęściej nic ciekawego radio. Chodzi o Muzykę przez duże M. Duże, głośne M aplikowane bezpośrednio do uszu.

Zasadniczo im głośniejsza, żywa muzyka, im bardziej wwiercająca się w uszy, tym lepsza.

Dla mnie osobiście zawsze działa Metalica, Linkin Park, Korn, AC/DC ale również nieco miększe ale melodyjne dźwięki jak Backstreet Boys.

Że to boysband? Wiem. Że to miałkie? Wiem. Wiem że to popowe, kolorowe i dziewczęce. Co ja poradzę na to ze mnie rozbudza :)

Do tego dzięki/ przez Żonę zaraziłem się również boysbendami w wydaniu azjatyckim. Miałkie to i melodyjne, ale działa.

Poniżej próbka tego co ostatnio dźwięczy mi wieczorami w uszach. To rodzaj prostej melodii która wbija się w mózg i ciężko się jej pozbyć.

Osoby reagujące alergicznie na Azjatów albo na boysbandy niech czują się ostrzeżone i nie słuchają poniższego. A poniższe lubię słuchać nie oglądać :)

24 grudnia 2010

Dzingyl Benz 2010

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim mi znanym i nie znanym, samemu sobie, osobom mi bliskim i przelotnie widzianym - Wesołych Świąt.

Życzę spędzenia ich w prawdziwej rodzinnej atmosferze, zapomnienia na jeden dzień wszelkich niesnasek, animozji i wyzbycia się typowo polskiej zawiści wobec ludzi i zwierząt wszelkiej maści.

Życzę powodów do uśmiechu i tematów do zadumy. Prezentów danych z całego serca i szczerych uścisków.

Oby nadchodzący małymi kroczkami nowy rok nie był gorszy niż poprzedni i byśmy wszyscy wspominali tegoroczne święta z uśmiechem i ciepłem w sercu.

Życzy Goblin z rodziną bliższą i dalszą.

22 grudnia 2010

Loading Please Wait

Loading.....................89%


Ja jak to ja, czasem mam dużo pomysłów na notki tylko mi się nie chce ich napisać.

Wiem, lenistwo. Cóż jakieś wady muszę mieć ;)

Tak więc obiecuje (głównie sam sobie) poprawę, co by przynajmniej walczyć z swoimi nawykami posiadania jakże-często-słomianego-zapału. Tak już mam iż łapie kilka srok za ogon, żadnej nie trzymam porządnie i potem w reku zostaje mi w sumie nic.

W swoim życiu już nieco (ale bez przesady) trwającym jestem świadom zaprzepaszczenia kilku okazji do zrobienia/ zarobienia/ wykazania się/ dokończenia czegoś. Jedne co, to że w sumie jest mi głupio przed samym sobą. Co prawda wyznaję iż „kto w młodości głupim nie był ten na starość nie zmądrzeje” ale chyba czas nieco zmądrzeć. Nieco. Się nie bać proszę, nie mam zamiaru pozbywać tej części siebie którą lubię (czytaj tej wesołej, czasem głupkowatej, często nieodpowiedzialnej ale jednak pożytecznej).

Tak więc mam postanowienie poprawić się jeśli idzie o dokończanie rzeczy zaczętych.

Zobaczymy czy jak zwykle nie wyjdzie i wyjdzie jak zwykle.


Oby nie :)

15 października 2010

Zadrutowani....

"There are only 10 types of people in the world: Those who understand binary, and those who don't"
Nieznany Geek


Jakiś dłuższy czas temu w ramach czytadła do podróży w tramwaju zabierałem ze sobą podręczniki do Cyberpunka 2020.
Po pierwsze zaskoczyła mnie domyślność autorów. Jak na grę tworzoną w 1990 roku (więc już 20 lat temu!) wiele aspektów życia codziennego zostało już dawno przewidziane.
Jedyne co to czasem autorzy jakby nieśmiało proponowali zmiany bojąc się czy nie idą zbytnio do przodu z fantazjowaniem.
Przykłady?

Telefonia Komórkowa
Cyberpunk 2020 - przeciętny telefon jest wielkości paczki papierosów, zasięg jest nawet do 20 km poza miastem!
Rzeczywistość 2010 - wielkość telefonów zasadniczo się zgadza, zasięg jedynie jest dużo większy bo teorii w każdym cywilizowanym miejscu

Cyborgizacje
Cyberpunk 2020 - sztuczne ręce, nogi, oczy. Właściwie każda część człowieka ma swój odpowiednik sztuczny, w pełni działający i odwzorowujący wiernie działanie naturalnej ręki czy nogi. Klonowanie części ciała jest powszechne i dozwolone. Nanoroboty krążą w krwi człowieka naprawiając go "od środka".
Rzeczywistość 2010 - sztuczne ręce, nogi, oczy. Jedyne co to nie na takim stopniu zaawansowania jak w grze. Klonowanie jest, choć na razie nie powszechne i niby klonowanie człowieka zabronione. Nanoroboty jeszcze nie istnieją, ale są już prace nad maszynami zbudowanymi z atomów. Ale mamy jeszcze 10 lat by dogonić wymysł autorów.

Sztuczna AI i roboty
Cyberpunk 2020 - Roboty są w miarę powszechne, ale co najlepsze twórcy nie przewidują ich dużej roli w militaryzacji. AI w cyberprzestrzeni jest dość częsta (jako strażnik ważnych danych).
Rzeczywistość 2010 - Roboty nas otaczają, są w fabrykach czy automatach do kawy. Poziom skomplikowania jest oczywiście dużo mniejszy, ale Japończycy uparcie tworzą kolejnych sztucznych ludzi osiągając coraz lepsze rezultaty (głównie kobiety, zboczeńcy ;)). Co do AI to może i komputer wygrał w szachy, ale pełna AI, ucząca się etc to pieść przyszłości.

Cyberprzestrzeń
Cyberpunk 2020 - rzeczywistość wirtualna, złącza neuronowe, śmierć w wyniku walk hakerów.
Rzeczywistość 2010 - rzeczywistość wirtualna już jest ale na razie nie powala jakością, za to sieć i cyberprzestrzeń mamy, rozleglejszą niż się autorom wydawało. Na razie nie da się kogoś zabić przez komputer, ale kilku ludziom udało się już umrzeć z głodu i wycieńczenia przed komputerem.

Korporacje
Cyberpunk 2020 - ważna cecha w Cyberpunku. Tracenie na ważności rządów danych krajów na rzecz korporacji. Styl korporacyjny, utrzymywanie prywatnych armii przez firmy.
Rzeczywistość 2010 - Niby mamy porządek nie anarchię. Ale prawie wszechmocne korporacje już są. Są firmy których dochody do budżet co pomniejszych państw. Kultura korporacyjna z swoim wyścigiem szczurów i białymi kołnierzykami też jest. Jak na razie korporacje nie mają prywatnych armii którymi ostrzeliwują się po mieście. Na razie...

Tak więc moim zdaniem najpierw Euro 2012 a potem Cyberpunk 2020 :) W tym tempie postępu to spokojnie się wyrobimy przez 10 lat by dogonić wizję twórców. Albo znając życie ową wizję przegonimy. Czego z pewną obawą sobie i wam życzę. Zawsze chciałem mieć pancerz wspomagany :D (np. taki)

27 września 2010

Protect your Lundgren from Unicorn

To jakby ktoś jeszcze nie widział.
Mnie rozwaliło. Jest tego więcej, każda po co najmniej dwie wersje. Z Hasselhoffem między innymi.
Jak widać można robić ciekawe reklamy.

Wersja 1



Wersja 2

20 czerwca 2010

...................................



Powrót po skończeniu PBC* czyli około wakacji.

*Permanentny Brak Czasu

25 stycznia 2010

The Winner is...

"Zimno..."
Losowo Wybrany mieszkaniec Warszawy


Najlepszy mój zakup tej zimy?
Kalesony.

Tak wiem, że średnio męskie, że raczej mało gustowne.
Ale mają jedną zaletę. Są ciepłe :)

A w związku z aurą z ostatnich dni to zdecydowanie najważniejsze. :)
Tak wiec wole być mniej elegancki ale ciepły niż elegancki i przemarznięty.

Byle do wiosny.

17 stycznia 2010

Humanum Błędum Optimum III

"Kobieta jest mądrzejsza od mężczyzny, ale najwięcej rozumu musi zużyć, aby ukryć ten fakt."
Mary McCarthy



Sytuacja przypadkiem podsłuchana przez Mua.
Miejsce - Drogeria, kręcę się w poszukiwaniu skrobaczek do twarzy, Edif która mi towarzyszy w podróży szuka czegoś w okolicy. Jakaś kobieta stoi przed jedną z półek i rozmawia przez telefon.
Chcąc nie chcąc usłyszałem:

"Głosem słodkim niczym miód:
- Aha, tak...tak...tak kochanie...
Jej głos wznosi się na wyżyny słodyczy:
- Ależ oczywiście kochanie że pojadę z Tobą do Stanów Zjednoczonych.
Chwila ciszy, uważnie słucha, i następne zdanie jest wysyczane głosem tak jadowitym iż prawie przepala słuchawkę:
- I przez Ciebie downie muszę szukać tej pierdolonej szminki..."

...
Kobieta zmienną jest.
Ulotniliśmy się jak najszybciej, wiadomo co jej jeszcze by strzeliło do głowy, albo do kogo zaczęła by strzelać...

31 grudnia 2009

Dużo, tanio... ssie...

"Tylko głupcy się nie zmieniają."

Gabriela Zapolska


Stwierdziliśmy, że zamiast marketu do którego jeździmy niemal zawsze pojedziemy do tego dalej, w którym dawno nie byliśmy. Mieliśmy przeświadczenie, że skoro to dalej, i niby większe to na pewno lepsze. I na pewno jest lepszy wybór jogurtów i serków niż tam gdzie zawsze, bo te już się nam nieco znudziły.

Cóż, złudne były nasze nadzieje. Okazało, się że siła przyzwyczajenia jest wielka. Dla nas nic nie leżało tam gdzie powinno, wszystkie działy były nie tam gdzie powinny, asortyment był mniejszy. Ludzie się bardziej pchali i było bardziej gorąco. Ogólnie, ssało.

Ciekaw jestem ile z tego wrażenia to autentyczna różnica a ile jedynie się nam wydawało. O ile różnice w asortymencie chyba jednak były na niekorzyść "nowego" sklepu to fakt iż wydawało się nam, że nic nie stoi tam gdzie powinno to tylko przyzwyczajenie do takiego a nie innego ułożenia działów.

Nic to, wróciliśmy z wyjątkowo małymi zakupami bo zniechęceni tym, że wszystkie szukaliśmy dwa razy dłużej kupiliśmy tylko podstawowe rzeczy i uciekliśmy do domu.

Następne zakupy robimy tam gdzie zwykle.

3 grudnia 2009

Humanum Błędum Optimum II

"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy."
Albert Einstein


Z cyklu o tym czym ludzie potrafią nas zaskoczyć (sytuacja autentyczna):

Pięciolatek i Ośmiolatek oglądają książkę w stylu „Kraje Europy”.
Zatrzymują się na jednej z stron.
Pięciolatek – O, to Chorwacja.
Ośmiolatek, poważnym głosem – A czy ty wiesz że Chorwacja nie należy do Unii Europejskiej.
Pięciolatek, pełen oburzenia – Oczywiście że wiem, że Chorwacja nie należy do Unii Europejskiej.

Mina matki słyszącej rozmowę – bezcenna.

Cóż, przyznam ze sam nie wiedziałem iż Chorwacja jest w Unii. Sprawdziłem, nie jest kurde mol.
Nic to, nadzieja w naszej młodzieży.

Notkę sponsorowały literki U, E dumna z siebie cyferka 5.