10 sierpnia 2010

Z Kamerą Wśród Tapet...

Zgodnie z obietnicą prezentujemy wstrząsające zdjęcia z miejsca akcji zwanego remontem...
Osoby wrażliwe ostrzegamy o drastyczności zdjęć.
Stan początkowy mieszkania nie był naszym dziełem, tylko powstał w wyniku zdecydowanie dziwnej (by nie napisać chorej) wyobraźni poprzednich właścicieli.

Są bardziej niż mniej chronologicznie (bo paskudny blog wkleja je w innej kolejności niż je dodaje...).
____________________________________________________

Zapraszamy więc na cudowną podróż po krainie zwanej remontem.


Taki oto potwór pokazał w kuchni po odsunięciu szafek i lodówki. Jak się okazuje kafelki za lodówką są zbędne, w końcu na pewno jej przestawiać nikt nie będzie. Poszukiwaczy zadziwił samotny kafelek, istniejący z dala od reszty plemienia. Cel jego wygnania nie został poznany.




Poniżej proces usuwania tapety w sypialni. To dziwne na podłodze to nie obmierzły i plugawy potwór z Bagien a obmierzła, plugawa i ekscentryczna kolorystycznie "mechata" tapeta.
Ku zgryzocie poszukiwaczy okazało się iż w miejscu gdzie kiedyś stały meble nie ma owej mechatej tapety a są trzy warstwy jeszcze starszych pokładów. Pamiętających druga wojnę światową, rozbiory polski i odkrycie Ameryki.




Chwilowy powrót do kuchni.
Tutaj zobrazowano proces usuwania członków niebieskiego plemienia. Ten odrażający akt kafelkobójstwa szedł nader sprawnie.




Tutaj tzw. druga strona czyli nadal pokaźne ilości błękitnych do eliminacji. O obmierzłej tapecie nie wspominamy przez grzeczność.




Inny widok na tapetową tragedię. Gwoli ścisłości to na suficie to też tapeta. Wyglądała na najbardziej niewinną a jej eliminacja została opłacona wieloma godzinami trudów, męki potu i krwi. Na szczęście szczyt został zdobyty.
Niestety nie posiadamy zdjęć z tego procesu. Zostały zabronione przez konwencję Genewską. (ps. Dziękujemy za udział w tym fantastycznym zajęciu niejakiej Shayli)




Po usunięciu tapet nastała era macania ścian niejakim gruntem (jest pełnoletni więc mu wolno), mozolne pokrywanie ścian niejaką szpachlą (coś jak makijaż) i koniec końców pomalowanie (dwukrotne a co tam) farbą podkładową dla odmiany białą. Efekt poniżej.




Wysiłkiem osób dwóch zwanych małżeństwem pokój zaczął przypominać pokój a nie odzwierciedlać makietę Powstania Warszawskiego. Nałożono podstawowe kolory:
(ps. Tutaj dziękujemy niniejszym Kibit-san za wzmożone prace wspomagające ten proces)




Na koniec w miejscach w miarę losowych, nie symetrycznych i z wrodzoną sobie dokładnością nałożono dzięki szablonowi wzór taki a nie inny wybrany osobiście przez Panią Domu (pseudonim Żona).
(Na jednym ze zdjęć nawet uwieczniono dość rzadki okaz Goblina Nisko Piennego zwanego Miejskim, zastanawiamy się nad przekazaniem zdjęcia do Plotka, Faktu i Nie Do Wiary).









Na dzień dzisiejszy to koniec prezentacji, ale bynajmniej nie koniec wypraw do fascynującej krainy Remontu.
Dalszy reportaż w najbliższym czasie. Tym razem bliżej przyjrzymy się tajemniczym rytuałom w wiosce zwanej Kuchnia.

Dzisiejszy program sponsorowały literki M i B(ank) :P

3 komentarze:

Pietia pisze...

Kolory żeście burdelowe strzelili... a to podobno od wchodzenia do mojej sypialni oczy bolały :/
No ale gratuluję zacięcia - niezła ruina na starcie była :D

Kiane pisze...

Nadal na ściany napatrzeć się nie mogę^^ Mucha nie siada;p

shayla_lunatic pisze...

O, na tych zdjęciach wzorki fajniej wyglądają :DDD Dobry pomysł z wyłażeniem wzorka z sufitu (uwolnionego od obmierzłej, złej tapety xD). Dziękuję za umieszczenie mego zacnego pseudonimu w notce, czuję się wielce zaszczycona :DD Polecam się na przyszłość :3
Pietia, kolory burdelowe są jak najbardziej na miejscu. W końcu to sypialnia ;P