Polowałem i upolowałem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
11 maja 2012
1 lutego 2009
Wyginam nieśmiało ciało…
Byliśmy dopiero co na Madagaskarze 2. Wedle relacji znajomych miał być całkiem fajny i zabawny. Niestety nie do końca tak było. O ile początek filmu (pierwsze 10 minut) było naprawdę zabawne, głównie za sprawą pingwinów. Potem niestety było gorzej. Zabawne gagi były nieliczne, reszta to albo nudne momenty kiedy nic się nie działo, albo umoralniające wstawki o rodzinie i przyjaźni ociekające cukrem. Film w porównani u do części pierwszej dużo bardziej jest skierowany do dzieci. Widać to wyraźnie w dialogach i gagach.
Fabuła na dodatek też filmu nie ratuje. Jest banalniejsza niż z pierwszej części, chyba nie zdradzę tajemnicy iż nasze znajome zwierzaki rozbijają się w Afryce i przypadkiem akurat w rezerwacie w którym są rodzice Alexa (czyli lwa). Bo przeca Afryka jest małym kontynentem i gdzie indziej mogli spaść.
Połowa intryg w filmie jest jawnie zerżnięta z Króla Lwa. Do tego obecność Mrocznej Moherowej Babci z części 1 i filmiku świątecznego jest niemal na siłę a jej postać jest tu przejaskrawiona do granic. Scena walki jej z lwem jest chyba jedną z najgłupszych sceną walki jaką widziałem w filmach.
Jedyne co w filmie jest nadal dobre to animacje i pingwiny. Tyle że do dobrych efektów i animacji jesteśmy już przyzwyczajeni i ten poziom nie jest niczym niezwykłym. A pingwinów w filmie było za mało.
Oceniając ogólnie to film który jakbym obejrzał w domu na telewizorze to czułbym że może być. Jak na wyjście do kina, czas i pieniądze to niestety nie była to dobra inwestycja.
Fabuła na dodatek też filmu nie ratuje. Jest banalniejsza niż z pierwszej części, chyba nie zdradzę tajemnicy iż nasze znajome zwierzaki rozbijają się w Afryce i przypadkiem akurat w rezerwacie w którym są rodzice Alexa (czyli lwa). Bo przeca Afryka jest małym kontynentem i gdzie indziej mogli spaść.
Połowa intryg w filmie jest jawnie zerżnięta z Króla Lwa. Do tego obecność Mrocznej Moherowej Babci z części 1 i filmiku świątecznego jest niemal na siłę a jej postać jest tu przejaskrawiona do granic. Scena walki jej z lwem jest chyba jedną z najgłupszych sceną walki jaką widziałem w filmach.
Jedyne co w filmie jest nadal dobre to animacje i pingwiny. Tyle że do dobrych efektów i animacji jesteśmy już przyzwyczajeni i ten poziom nie jest niczym niezwykłym. A pingwinów w filmie było za mało.
Oceniając ogólnie to film który jakbym obejrzał w domu na telewizorze to czułbym że może być. Jak na wyjście do kina, czas i pieniądze to niestety nie była to dobra inwestycja.
8 października 2008
Nigdy nie mów deszcz....
W ramach iż pierwszy film Bollywood (DON) był niezły dałem się namówić na kolejne.
Jako, że przeciętnie lubie filmy obyczajowe/romantyczne etc Misiek wybrała filmy ogólnie uznawane za dobre (co by mnie nie straszyć czymś z przed wielu lat).
Obejrzeliśmy w niedużym odstępie:
Czasem słońce, czasem deszcz (Kabhi Khushi Kabhie Gham...)
Film ma fabułe niemal standardową, dla filmu obyczajowego.
On kocha ją, ona jego. Ona jest z biednej rodziny a jemu wybrano inną narzeczoną.
On sprzeciwia się rodzicom i odchodzi z domu.
Jego młodszy brat po 10 latach postanawia go odnaleźć.
Z fabuły to właściwie wszystko.
Ale ta w sumie prosta historia jest podana w tak uroczy sposób, że czas mija nie wiadomo kiedy.
Oglądaliśmy co prawda film na 2 raty (półtorej godziny w jeden dzień i druga połowa później).
Film powala rozmachem, stroje, wnętrza i ilość statystów jest olbrzymia.
Piosenki są czepliwe, niektóre nuciłem jeszcze długo potem.
Gra aktorska dobra a aktorki ładne :).
Dodatkowo co mi się raczej na filmidłach/romansidłach nie zdarza film po prostu wzrusza. Filmy hamerykańskie o rozpadających sie małżeństwach, chorych dzieciach etc (a jest takich na kopy) powodują u mnie jedynie nudę (ew. lekkie zainteresowanie). Zaś Czasem słońce... powodowało u mnie albo banana na twarzy albo silną podkówkę i gulę w gardle.
Do oglądania parzaście film idealny.
Zawiłość Fabuły 2/5
Przewidywalność Fabuły 3/5
Smutne momenty 5/5
Lachony czyli ładne panie 5/5 (aczkolwiek jak to w Bollywood zero nagości)
Ogólna przyjemność z oglądania 5/5 (dla singli to wyjdzie ok 3-4/5)
Nigdy nie mów żegnaj (Kabhi Alvida Naa Kehna)
Ten sam reżyser co Czasem słońce... Niemal ta sama obsada (a przynajmniej w sporej części ta sama).
Znów fabuła jest niby oklepana. On jest nieszczęśliwy w małżeństwie, żona robi karierę a jego przyszłość jako sportowca przekreślił wypadek. Ona jest nieszczęśliwa w małżeństwie bo wyszła za człowieka którego nigdy nie kochała. Spotykają się i zakochują.
I znów, pomysł prosty. Wykonanie doskonałe.
W przeciwieństwie do większości filmów zachodnich tu nie ma prostego podziału na "tego złego" w obu małżeństwach. Główni bohaterowie choć to oni są ci bardziej nieszczęśliwi to też nie są bez wad i winy.
Dodatkowo jak dla mnie film bardziej miejscami humorystyczny niż Czasem słońce, czasem deszcz. W dodatku kończy się w sumie tak fajnie nie hollywoodzko.
Może to zabrzmi górnolotnie ale dla mnie doskonały film dla osób będących w małżeństwie lub owe planujący. Pokazuje, że nie zawsze wszytko jest różowe ale z wszystkiego da się w jakiś sposób wyjść.
Znów film zdecydowanie do oglądania we dwoje.
Smutne momenty 5/5
Śmieszne momenty 4/5
Lachony czyli ładne panie 5/5
Ilość Scen w deszczu 4/5 (za dużo...)
Ogólna przyjemność z oglądania 5/5 (dla singli to wyjdzie ok 3-4/5)
Jako, że przeciętnie lubie filmy obyczajowe/romantyczne etc Misiek wybrała filmy ogólnie uznawane za dobre (co by mnie nie straszyć czymś z przed wielu lat).
Obejrzeliśmy w niedużym odstępie:
Czasem słońce, czasem deszcz (Kabhi Khushi Kabhie Gham...)
Film ma fabułe niemal standardową, dla filmu obyczajowego.
On kocha ją, ona jego. Ona jest z biednej rodziny a jemu wybrano inną narzeczoną.
On sprzeciwia się rodzicom i odchodzi z domu.
Jego młodszy brat po 10 latach postanawia go odnaleźć.
Z fabuły to właściwie wszystko.
Ale ta w sumie prosta historia jest podana w tak uroczy sposób, że czas mija nie wiadomo kiedy.
Oglądaliśmy co prawda film na 2 raty (półtorej godziny w jeden dzień i druga połowa później).
Film powala rozmachem, stroje, wnętrza i ilość statystów jest olbrzymia.
Piosenki są czepliwe, niektóre nuciłem jeszcze długo potem.
Gra aktorska dobra a aktorki ładne :).
Dodatkowo co mi się raczej na filmidłach/romansidłach nie zdarza film po prostu wzrusza. Filmy hamerykańskie o rozpadających sie małżeństwach, chorych dzieciach etc (a jest takich na kopy) powodują u mnie jedynie nudę (ew. lekkie zainteresowanie). Zaś Czasem słońce... powodowało u mnie albo banana na twarzy albo silną podkówkę i gulę w gardle.
Do oglądania parzaście film idealny.
Zawiłość Fabuły 2/5
Przewidywalność Fabuły 3/5
Smutne momenty 5/5
Lachony czyli ładne panie 5/5 (aczkolwiek jak to w Bollywood zero nagości)
Ogólna przyjemność z oglądania 5/5 (dla singli to wyjdzie ok 3-4/5)
Nigdy nie mów żegnaj (Kabhi Alvida Naa Kehna)
Ten sam reżyser co Czasem słońce... Niemal ta sama obsada (a przynajmniej w sporej części ta sama).
Znów fabuła jest niby oklepana. On jest nieszczęśliwy w małżeństwie, żona robi karierę a jego przyszłość jako sportowca przekreślił wypadek. Ona jest nieszczęśliwa w małżeństwie bo wyszła za człowieka którego nigdy nie kochała. Spotykają się i zakochują.
I znów, pomysł prosty. Wykonanie doskonałe.
W przeciwieństwie do większości filmów zachodnich tu nie ma prostego podziału na "tego złego" w obu małżeństwach. Główni bohaterowie choć to oni są ci bardziej nieszczęśliwi to też nie są bez wad i winy.
Dodatkowo jak dla mnie film bardziej miejscami humorystyczny niż Czasem słońce, czasem deszcz. W dodatku kończy się w sumie tak fajnie nie hollywoodzko.
Może to zabrzmi górnolotnie ale dla mnie doskonały film dla osób będących w małżeństwie lub owe planujący. Pokazuje, że nie zawsze wszytko jest różowe ale z wszystkiego da się w jakiś sposób wyjść.
Znów film zdecydowanie do oglądania we dwoje.
Smutne momenty 5/5
Śmieszne momenty 4/5
Lachony czyli ładne panie 5/5
Ilość Scen w deszczu 4/5 (za dużo...)
Ogólna przyjemność z oglądania 5/5 (dla singli to wyjdzie ok 3-4/5)
12 września 2008
DON
Ostatnio obejrzałem z kobietą bollywoodzki film sensacyjny: DON.
Był to mój pierwszy film z bollywood. Byłem jednak pozytywnie zaskoczony. Owszem film był specyficzny choćby ze względu na piosenki w nim (czyli w sumie to musical).
Jednak jak napisałem przed chwilą, byłem zaskoczony i to pozytywnie. Efekty specjalne (których dużo nie było) były na dobrym poziomie. Sceny walki i pościgów dobre. Piosenki nieźle się wpisywały w film sensacyjny, układy taneczne również.
W filmie widać pieniądze jakie na niego poszły, olbrzymia ilość statystów, dobre kostiumy, dużo samochodów podczas pościgów. Do tego ładne aktorki i charyzmatyczny główny aktor.
Jeśli dorzucić do tego niezłą fabułę, zwroty akcji które potrafią zaskoczyć oraz dobrą grę aktorów to jak dla mnie film jest po prostu dobry. Co prawda ogólna fabuła jest miejscami nieco oklepana, ale ciężko wymyślić kompletnie nowy film policyjno-sensacyjny.
Mimo drobnych wad, film mający 3 godziny w ogóle mi się nie dłużył.
Nie wiem jak inne filmy z bollywood ale jeśli są co najmniej tak dobre jak DON to są warte obejrzenia.
Papugując system oceniania po Pietii:
Zakręcenie Fabuły: 4/5
Sceny rzezi: 0/5
Cycki: 0/5 * (znaczy są ale wszystkie zakryte)
Lachony zwane ładnymi Lasiami: 5/5
Piosenki: 4/5 (trzy z pięciu są fajne ale jedna jest strasznie uzależniajaca i czepliwa więc punkt więcej)
Ogólna przyjemność z oglądania: 4/5
Był to mój pierwszy film z bollywood. Byłem jednak pozytywnie zaskoczony. Owszem film był specyficzny choćby ze względu na piosenki w nim (czyli w sumie to musical).
Jednak jak napisałem przed chwilą, byłem zaskoczony i to pozytywnie. Efekty specjalne (których dużo nie było) były na dobrym poziomie. Sceny walki i pościgów dobre. Piosenki nieźle się wpisywały w film sensacyjny, układy taneczne również.
W filmie widać pieniądze jakie na niego poszły, olbrzymia ilość statystów, dobre kostiumy, dużo samochodów podczas pościgów. Do tego ładne aktorki i charyzmatyczny główny aktor.
Jeśli dorzucić do tego niezłą fabułę, zwroty akcji które potrafią zaskoczyć oraz dobrą grę aktorów to jak dla mnie film jest po prostu dobry. Co prawda ogólna fabuła jest miejscami nieco oklepana, ale ciężko wymyślić kompletnie nowy film policyjno-sensacyjny.
Mimo drobnych wad, film mający 3 godziny w ogóle mi się nie dłużył.
Nie wiem jak inne filmy z bollywood ale jeśli są co najmniej tak dobre jak DON to są warte obejrzenia.
Papugując system oceniania po Pietii:
Zakręcenie Fabuły: 4/5
Sceny rzezi: 0/5
Cycki: 0/5 * (znaczy są ale wszystkie zakryte)
Lachony zwane ładnymi Lasiami: 5/5
Piosenki: 4/5 (trzy z pięciu są fajne ale jedna jest strasznie uzależniajaca i czepliwa więc punkt więcej)
Ogólna przyjemność z oglądania: 4/5
3 lipca 2008
Filmy 3 >> 10 maja 2008 22:08
Ostatnio z przyczyn różnych (min. kupony sodexho z pracy) dość często odwiedzam kino.
Filmy jakie oglądałem jakościowo dość różne były, choć tendencja na szczęście jest wzrostowa.
Film Pierwszy czyli jak zepsuć dobry początek
**Doomsday**
Film o niedalekiej przyszłości, na terenie wysp brytyjskich wybucha epidemia mega morderczego wirusa. Władze zdesperowane, nie mogąc go okiełznać, odcinają (wielkim murem) północną część wielkiej Brytanii zostawiając tam wszystkich chorych na pastwę losu. Mija lat 25, okazuje się że mimo wszystko wirus się przedarł do przeludnionej Anglii. Rząd mając tajne informacje że na odciętym terenie ktoś żyje wysyła grupę komandosów by zdobyli antidotum które prawdopodobnie północ posiada. (Jeden z naukowców pracujących nad antidotum również został odcięty - stąd pomysł,
że musiało mu się udać).
Tyle gwoli wstępu fabuły.
Film na początku jest niezły, trzyma w napięciu, scena odcinania zarażonej Szkocji jest dobra i ciarki idą po plecach. Potem napięcie nadal nie spada,
przygotowania komandosów do wyprawy poza mur przypominają nieco przygotowania marines Obcego 2 ale w dobrym tego sensie. Napięcie trwa nadal, gdy docierają do zniszczonego miasta, opuszczonego, porośniętego dziką roślinnością. Opuszczony szpital, resztki szkieletów chorych na wirusa. Napięcie jest nadal niezłe, film jest sugestywny i fabularnie "realny".
Tyle że od tego momentu zaczyna się równia pochyła....
Co by nie spoilerować tym co mimo wszystko chcą film obejrzeć. Kolejne sceny nastrój uzyskany przez pierwsze 20 minut filmu szybko niszczą. Bzdura goni bzdurę, kalki z innych filmów są aż nazbyt widoczne. Czasem dość zabawnie łączone, jak np. scena z Mad Maxa, ucieczka po szosie przed "dzikimi" w zniszczonych samochodach. Było by fajnie gdyby nie uciekano nowiutkim Bentleyem... James Bond ucieka Mad Maxowi....
Fabuła zaczyna mocno trzeszczeć od grubych nici jakimi zaczyna być szyta. Sceny są tak przewidywalne że aż żal. To jakby początek scenariusza pisał niezły scenarzysta a dokończył 12-sto latek z zbyt wybujałą wyobraźnią.
Morał z filmu: Bentley nie jest samochodem dla czarnych (czarnoskóry bohater jako jedyny nie dobiega do niego....).
Plusy: Niezła gra Rohny Mitry, która jak na modelkę gra nieźle mimo tego co ma grać. Niezłe efekty i gwarantowane odmóżdżenia.
Minusy: Niepotrzebne sceny epatujące krwią. Fabuła się coraz bardziej sypie, z thrillera zmienia się w komedię klasy B. Szkoda na ten film pieniędzy.
Film Drugi czyli Cudze chwalicie swego nie znacie.
**Nie kłam kochanie**
Główny bohater, lowelas i podrywacz wpada w finansowe tarapaty. Rozwiązaniem ma być spadek od bajecznie bogatej ciotki. Tyle że ciotka ma prosty warunek, przekaże mu pieniądze jak się ożeni. Musi szybko znaleźć narzeczoną. A ciężko to zrobić jak zraził do siebie wszystkie znane mu kobiety.
Komedia romantyczna made in Poland. Fabuła wiadomo niezbyt skomplikowana, i przewidywalna. Ona go kocha, on ją wykorzysta, on się zakocha. Sprawa się wyda ale będzie dobrze. Jak to w każdej komedii romantycznej.
Jednak wykonanie jest bardziej polskie niż amerykańskie. Co wychodzi
filmowi na dobre, żarty są bardziej ambitne niż spadanie ze schodów. Wiele
żarcików jest pozostawionych wyobraźni i domysłom widzów zamiast jak w
amerykańskich produkcjach wywalać wszystko kawę na ławę. Do tego dochodzi dobra gra aktorów (choć mi gra Adamczyka bardziej się podobała niż memu Słońcu). Film nie jest rozwleczony, nie dłuży się. Nie raz podczas filmu cała sala wybuchała śmiechem. Może "Nie kłam kochanie" nie zostanie za długo w mojej pamięci ale nie żałuje wydanych pieniędzy.
Plusy: Sympatyczny, dobrze zagrany i autentycznie śmieszny.
Minusy: Fabuła przewidywalna, ale to nie jest wielka wada.
Film Trzeci czyli nie osądzaj książki po okładce
**Alpha Dog**
Film o bogatym dzieciaku, handlującym trawką. O nim, jego znajomych. O
jednym z dilerów z którym ma na pieńku, o pewnym porwaniu i co z tego wynikło. Studium amerykańskiej młodzieży i pewna próba zastanowienia się
czemu mimo tylu świadków zajść doszło do tragedii.
Film o przypadkowym w sumie porwaniu i jego konsekwencjach. Oparty zresztą na faktach a raczej będący ich pewną adaptacją.
Przyznaje, że poszliśmy na film nie wiedząc niemal o czym to tylko dla
nazwiska Justin Timberlake by się ponabijać jak gra. Wiadomo, piosenkarze nie potrafią grać (tak jak i modelki a biali nie potrafią skakać).
Cóż wbrew naszym oczekiwaniom Justin nie gra tam w dwóch scenach, a w 80% filmu i to gra dobrze. Zresztą moim zdaniem najmniej wyraziste role mieli w tym filmie Sharon Stone i Bruce Willis. Nie znaczy, że złe, ot nie wypadli aż tak "gwiazdorsko" na tle młodych aktorów grających większość ról w filmie.
Sam film określę krótko, bardzo bardzo dobry. Trzyma w napięciu, doskonale zagrany, zostaje w pamięci. Mija nie wiadomo kiedy, wciąga i wypluwa dwie godziny później.
A że nieco popkornowy i nieco wygładzony? ... cóż amerykański.
Plusy: Gra aktorów, fabuła, zgrabnie nakręcony (miejscami niby dokument, i nie chronologicznie).
Minusy: Popkornowy ale to nie duża wada.
Filmy jakie oglądałem jakościowo dość różne były, choć tendencja na szczęście jest wzrostowa.
Film Pierwszy czyli jak zepsuć dobry początek
**Doomsday**
Film o niedalekiej przyszłości, na terenie wysp brytyjskich wybucha epidemia mega morderczego wirusa. Władze zdesperowane, nie mogąc go okiełznać, odcinają (wielkim murem) północną część wielkiej Brytanii zostawiając tam wszystkich chorych na pastwę losu. Mija lat 25, okazuje się że mimo wszystko wirus się przedarł do przeludnionej Anglii. Rząd mając tajne informacje że na odciętym terenie ktoś żyje wysyła grupę komandosów by zdobyli antidotum które prawdopodobnie północ posiada. (Jeden z naukowców pracujących nad antidotum również został odcięty - stąd pomysł,
że musiało mu się udać).
Tyle gwoli wstępu fabuły.
Film na początku jest niezły, trzyma w napięciu, scena odcinania zarażonej Szkocji jest dobra i ciarki idą po plecach. Potem napięcie nadal nie spada,
przygotowania komandosów do wyprawy poza mur przypominają nieco przygotowania marines Obcego 2 ale w dobrym tego sensie. Napięcie trwa nadal, gdy docierają do zniszczonego miasta, opuszczonego, porośniętego dziką roślinnością. Opuszczony szpital, resztki szkieletów chorych na wirusa. Napięcie jest nadal niezłe, film jest sugestywny i fabularnie "realny".
Tyle że od tego momentu zaczyna się równia pochyła....
Co by nie spoilerować tym co mimo wszystko chcą film obejrzeć. Kolejne sceny nastrój uzyskany przez pierwsze 20 minut filmu szybko niszczą. Bzdura goni bzdurę, kalki z innych filmów są aż nazbyt widoczne. Czasem dość zabawnie łączone, jak np. scena z Mad Maxa, ucieczka po szosie przed "dzikimi" w zniszczonych samochodach. Było by fajnie gdyby nie uciekano nowiutkim Bentleyem... James Bond ucieka Mad Maxowi....
Fabuła zaczyna mocno trzeszczeć od grubych nici jakimi zaczyna być szyta. Sceny są tak przewidywalne że aż żal. To jakby początek scenariusza pisał niezły scenarzysta a dokończył 12-sto latek z zbyt wybujałą wyobraźnią.
Morał z filmu: Bentley nie jest samochodem dla czarnych (czarnoskóry bohater jako jedyny nie dobiega do niego....).
Plusy: Niezła gra Rohny Mitry, która jak na modelkę gra nieźle mimo tego co ma grać. Niezłe efekty i gwarantowane odmóżdżenia.
Minusy: Niepotrzebne sceny epatujące krwią. Fabuła się coraz bardziej sypie, z thrillera zmienia się w komedię klasy B. Szkoda na ten film pieniędzy.
Film Drugi czyli Cudze chwalicie swego nie znacie.
**Nie kłam kochanie**
Główny bohater, lowelas i podrywacz wpada w finansowe tarapaty. Rozwiązaniem ma być spadek od bajecznie bogatej ciotki. Tyle że ciotka ma prosty warunek, przekaże mu pieniądze jak się ożeni. Musi szybko znaleźć narzeczoną. A ciężko to zrobić jak zraził do siebie wszystkie znane mu kobiety.
Komedia romantyczna made in Poland. Fabuła wiadomo niezbyt skomplikowana, i przewidywalna. Ona go kocha, on ją wykorzysta, on się zakocha. Sprawa się wyda ale będzie dobrze. Jak to w każdej komedii romantycznej.
Jednak wykonanie jest bardziej polskie niż amerykańskie. Co wychodzi
filmowi na dobre, żarty są bardziej ambitne niż spadanie ze schodów. Wiele
żarcików jest pozostawionych wyobraźni i domysłom widzów zamiast jak w
amerykańskich produkcjach wywalać wszystko kawę na ławę. Do tego dochodzi dobra gra aktorów (choć mi gra Adamczyka bardziej się podobała niż memu Słońcu). Film nie jest rozwleczony, nie dłuży się. Nie raz podczas filmu cała sala wybuchała śmiechem. Może "Nie kłam kochanie" nie zostanie za długo w mojej pamięci ale nie żałuje wydanych pieniędzy.
Plusy: Sympatyczny, dobrze zagrany i autentycznie śmieszny.
Minusy: Fabuła przewidywalna, ale to nie jest wielka wada.
Film Trzeci czyli nie osądzaj książki po okładce
**Alpha Dog**
Film o bogatym dzieciaku, handlującym trawką. O nim, jego znajomych. O
jednym z dilerów z którym ma na pieńku, o pewnym porwaniu i co z tego wynikło. Studium amerykańskiej młodzieży i pewna próba zastanowienia się
czemu mimo tylu świadków zajść doszło do tragedii.
Film o przypadkowym w sumie porwaniu i jego konsekwencjach. Oparty zresztą na faktach a raczej będący ich pewną adaptacją.
Przyznaje, że poszliśmy na film nie wiedząc niemal o czym to tylko dla
nazwiska Justin Timberlake by się ponabijać jak gra. Wiadomo, piosenkarze nie potrafią grać (tak jak i modelki a biali nie potrafią skakać).
Cóż wbrew naszym oczekiwaniom Justin nie gra tam w dwóch scenach, a w 80% filmu i to gra dobrze. Zresztą moim zdaniem najmniej wyraziste role mieli w tym filmie Sharon Stone i Bruce Willis. Nie znaczy, że złe, ot nie wypadli aż tak "gwiazdorsko" na tle młodych aktorów grających większość ról w filmie.
Sam film określę krótko, bardzo bardzo dobry. Trzyma w napięciu, doskonale zagrany, zostaje w pamięci. Mija nie wiadomo kiedy, wciąga i wypluwa dwie godziny później.
A że nieco popkornowy i nieco wygładzony? ... cóż amerykański.
Plusy: Gra aktorów, fabuła, zgrabnie nakręcony (miejscami niby dokument, i nie chronologicznie).
Minusy: Popkornowy ale to nie duża wada.
Hit Dnia..... >> 3 listopada 2007 20:33
Tak właśnie przeszukuję net sprawdzając co dziś grają w TV. Wchodzę na stronę i mym oczom ukazuje się: Hit Dnia - Jumanji. A nieco niżej "Kraj i rok produkcji: USA 1995". Ehhh cóż takie to czasy, że w naszej telewizji hitem dnia jest film z 1995r. Jak od święta dadzą coś nowego.. A właśnie. Święta już blisko. Czeka nas jak zwykle maraton tych samych filmów. Znów "Gwiazdka u Griswoldów", "Kevin sam w Domu" itd. Już zdążyłem się przyzwyczaić. I jak nie leci to co zwykle to jakieś inne są te święta :) To prawie jak tradycja, choinka, pierogi, barszcz i Kevin po raz 834-rty biegający sam po domu. Co dziwniejsze to nadal jest nieco śmieszne.
A dziś na razie musi mi starczyć za wieczorny seans "Maska". Nie to żebym tego nie widział. Ale akurat jak na TV to dawno nie puszczali tego :)
A dziś na razie musi mi starczyć za wieczorny seans "Maska". Nie to żebym tego nie widział. Ale akurat jak na TV to dawno nie puszczali tego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)